Jedyny warunek jaki musisz spełnić, aby być szczęśliwym*

Najczęściej szukamy szczęścia na zewnątrz. Uzależniamy je od stanu konta, zawartości szafy, związków, działań innych ludzi, awansu w pracy, wykształcenia i wielu innych czynników, na które często nie mamy wpływu.

Tymczasem, jest tylko jeden warunek jaki musisz spełnić, aby być szczęśliwym.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Musisz chcieć.

Postarać się o to. Mieć dużo wewnętrznego samozaparcia. Zaakceptować to, co to szczęście ze sobą niesie. Ponieważ szczęście to praca, proces, wybór. W każdej sytuacji masz wybór czy wykonasz pracę, aby pozostać szczęśliwym.

*Oczywiście mówię tu o sytuacji kiedy w naszym życiu dzieje się ogólnie dobrze, ale znajdujemy powody do narzekania. W niektórych sytuacjach same chęci nie wystarczą. Jeśli czujesz, że mimo Twojej szczerej chęci i pracy nad sobą nie potrafisz być szczęśliwy – poszukaj pomocy. Psychiatra to lekarz jak każdy inny, psycholog to lekarz duszy. Zawsze będę promować profesjonalną pomoc bo wiem jak to podnosi jakość życia. Unikając pomocy zabierasz sobie szansę na szczęście.

Czym jest szczęście? Szczęście jest subiektywne. Myślę, że każdy może zdefiniować je inaczej. Ja uważam, że bycie wdzięcznym to szczęście, ponieważ mając za co być wdzięcznym już mamy dużo. Skupianie się na dobrych chwilach to szczęście. Możliwość spełniania swoich marzeń i uczucie satysfakcji kiedy nam się to uda to szczęście. Naprawdę slogany o tym, że życie składa się z tych dobrych momentów nie jest banałem powtarzanym bez powodu. Tak jest i kropka. Ważne, żeby nie oczekiwać od siebie ani od życia, aby było fajnie i bezproblemowo cały czas, tylko zaakceptować te doły i góry. Płaski krajobraz nie jest zbyt ciekawy 😉

Czasami łatwo jest być niezadowolonym, o wiele łatwiej niż szczęśliwym. Niezadowolenie jest jak płynięcie z prądem, szczęście natomiast to praca i wysiłek. Jednak to pierwsze wywołuje uczucie braku kontroli nad życiem. Płyniemy tam, gdzie nas zniesie, nie decydujemy o naszej destynacji. Z jednej strony chcemy być szczęśliwi, spełnić marzenia, dojść do celu, ale nie chcemy się przy tym napracować. Myślę, że między innymi dlatego ja sama kiedyś uważałam, że bycie nieszczęśliwą to po prostu mój jedyny wybór, że nie ma innej drogi. Podświadomie wiedziałam, że muszę włożyć wysiłek w to, aby coś zmienić. Po pierwsze nie bardzo wiedziałam jak to zrobić, po drugie musiałam opuścić tą słynną strefę komfortu. Pójść na terapię, opowiedzieć tam historie, których nie chciałam wypuszczać na światło dzienne. Jednak wysiłek się opłacił, teraz będąc po drugiej stronie wiem to na pewno. Dostałam narzędzia do tego aby móc być szczęśliwym człowiekiem 🙂

Może coś Ci przeszkadza w pracy nad szczęściem? Poczytaj tu o znieszktałceniach poznawczych: https://monn-iza.com/2019/03/24/psychologia-znieksztalcenia-poznawcze-i-ich-wplyw-na-nasze-zycie/

Zastanawiasz się nad terapią, ale nie jesteś przekonany? Poczytaj tu o faktach i mitach na temat terapii: https://monn-iza.com/2019/06/16/psychoterapia-fakty-i-mity/

A może boisz się być szczęśliwy? Zapraszam: https://monn-iza.com/2019/06/09/boisz-sie-byc-szczesliwy/

xoxo,

Monn Iza

Budżet spożywczy – 1000 zł na jedzenie

Po Projekcie 1000 zł przyszedł czas na kolejne narzędzie do panowania nad swoimi finansami, a konkretnie nad wydatkami na jedzenie.

O co w tym chodzi? Zasada jest bardzo prosta – ustalamy kwotę, którą możemy wydać na jedzenie w danym miesiącu. Aby ładnie pasowało nam do projektu 1000 zł, uznałam, że przedstawię wam nasz osobisty: Budżet 1000 zł na jedzenie, inaczej zwany budżetem spożywczym.

Nasze główne zasady

  • Kupujemy tylko to co zjemy, czyli to z czego będziemy gotować obiad + produkty na śniadania i kolacje, przekąski
  • Gotujemy na dwa dni, oprócz soboty
  • W poniedziałek jemy to samo co w niedziele, następnie po obiedzie idziemy do sklepu z listą, której się trzymamy
  • We wtorek gotujemy zupę na dwa dni
  • W środę wieczorem lub czwartek rano gotujemy obiad na czwartek i piątek
  • W sobotę gotujemy tylko na sobotę, coś łatwego i szybkiego np. Naleśniki albo sałatkę
  • Na zakupy na cały tydzień możemy przeznaczyć max. 250 zł (co przy naszej dwójce jest jak najbardziej wystarczające)

Ponieważ w poniedziałek jemy to co mamy, nie chodzimy na zakupy głodni i nie musimy jeszcze na szybko robić obiadu przed zakupami. We wtorek gotujemy zupę, bo jest szybko, ale też jedzenie zup jest zdrowe 🙂

Zakupy robimy w sklepie, który mamy bardzo blisko, więc nie marnujemy czasu i paliwa. Listę zakupów robimy według kolejności półek w sklepie. Myślę, że to dobry sposób na ograniczenie pokus czyhających w sklepie. Robiąc zakupy w jednym sklepie i znając jego topografię nie błądzimy wśród półek wrzucając do koszyka przypadkowe produkty, które specjaliści umieścili na wysokości naszego wzroku, albo co gorsza w koszach, żebyśmy mieli poczucie, że wyszukaliśmy coś wyjątkowego. Dodatkowo jesteśmy w sklepie raz w tygodniu co mocno ogranicza możliwość kupowania bzdurek przy okazji kupowania niezbędnych artykułów. Kto z nas nie miał nigdy sytuacji, kiedy poszedł do sklepu po bułki, a wyszedł z pełną reklamówką i rachunkiem na 50 zł?

Jak się zabrać do stworzenia takiego budżetu?

Myślę, że pomocne będzie monitorowanie zakupów miesiąc przed, spisywanie wszystkich wydatków na jedzenie, zbieranie paragonów i analiza. Ja robiłam coś takiego dwa lata temu oraz w zeszłym roku, więc mniej więcej wiedziałam ile wydajemy na jedzenie. Ustalamy kwotę realną, nie za dużą i nie za małą. Jest to bardzo indywidualna sprawa, dlatego podaje wam nasz przykład – dwójki dorosłych, pracujących ludzi, którzy lubią gotować w domu. Jeśli chcecie uwzględnić w tym budżecie np. 5-osobową rodzinę, wiadomo, że kwota będzie wyższa. Następnie wybieramy dzień zakupów, dogodny dla nas. Przed zakupami (najlepiej dzień wcześniej, na spokojnie) komponujemy menu na cały tydzień oraz listę zakupów. Bardzo ważne: do sklepu zabieramy gotówkę, jeśli chcemy wydać więcej, wtedy automatycznie pomniejszamy nasz budżet na kolejne zakupy. Podczas zakupów liczymy wartość tego co już mamy w koszyku, aby nie przekroczyć kwoty, którą mamy ustaloną. Wydatki na jedzenie na mieście nie mieszczą się w tym budżecie, na to już musicie wykombinować inne fundusze 😉

Dla chętnych – polecam zrobić spis tego co już macie I na tej podstawie komponować pierwsze menu, tak aby wykorzystać w pierwszej kolejności to co już mamy w domu 😉

Plusy ustalonego z góry budżetu na jedzenie:

  • kontrolujemy nasze wydatki
  • unikamy marnowania jedzenie
  • unikamy sytuacji, w której lodówka jest pusta, my nie mamy pomysłu i wydajemy pieniądze na jedzenie na wynos
  • kupując według listy nie kupujemy zbędnych produktów
  • to co nam zostanie z naszego budżetu możemy odłożyć na konto oszczędnościowe albo w nagrodę zrobić wieczór pizzy i odpuścić gotowanie w tym dniu (małe radości też są ważne)

Podzielcie się w komentarzach czy ten pomysł wam się podoba i czy macie zamiar podjąć wyzwanie! Powodzenia 🙂

xoxo,

Monn Iza

„Królowa oszczędzania” Cait Flanders – moja recenzja

Ostatnio wpadła mi w oko gdzieś na internetach książka blogerki Cait Flanders pt. Królowa Oszczędzania. Mój rok bez zakupów (marketing działa 😉 ) Jako, że temat oszczędzania jest dla mnie ważny i lubię się inspirować innymi w tym właśnie temacie postanowiłam kupić tą książkę w formie e-booka (najtańsza opcja).

Zabrałam się za nią od razu jak tylko ją pobrałam na telefon. Lekko mi się ją czytało. Autorka opisuje dużo zdarzeń z własnego życia, oczywiście mniej lub bardziej związanych z tematem oszczędzania, jednak miałam wrażenie, że sam temat zakazu robienia zakupów przez rok mógłby zająć jakieś 15 stron. Nie krytykuje, rozumiem, że autorka czuła potrzebę napisania kontekstu do całej sytuacji, opisania swojego życia, walki z innymi złymi nawykami.

Cait Flanders zaczęła kilka lat temu pisać bloga na temat oszczędzania i spłacania kredytów w oparciu o własne doświadczenia. Jej blog miał sporo czytelników, coś jednak ją martwiło. Mimo, że udało jej się spłacić długi, nie potrafiła zacząć oszczędzać tak jak tego chciała. Jej marzeniem było podróżowanie, ale nie mogła sobie na to pozwolić finansowo. Postanowiła zrobić coś, co pomoże jej w jednym i drugim – podjęła wyzwanie zakazu zakupów. Zakaz obejmował w jej przypadku: kawę na wynos, ubrania, buty, akcesoria, książki, notatniki, magazyny, akcesoria do domu (dekoracje, meble itp.) oraz sprzęty elektroniczne. Pozostałe rzeczy mogła kupować kiedy się skończyły (np. kosmetyki, środki czystości itp.). Mogła również kupować prezenty dla innych oraz kilka rzeczy, które wprowadziła na specjalną listę, ponieważ wiedziała, że będzie musiała kupić np. buty czy nowe łóżko.

Przez 12 miesięcy Cait udało się powstrzymać od kupowania wszystkiego co zakazane, co pozwoliło jej zaoszczędzić ok 30 % swoich rocznych zarobków.

Prawie 20 % przeznaczyła na podróżowanie, czyli spełnianie marzeń. Zaczęła jednak od oczyszczenia swojego mieszkania ze zbędnych rzeczy, nie wyobrażała sobie walki z własnym konsumpcjonizmem z zagraconego mieszkania. Czuła, ze musi uporządkować swoją przestrzeń i zacząć na świeżo. Ponieważ nie mogła zapełnić mieszkania kolejnymi zbędnymi przedmiotami, udało jej się utrzymać stan posiadania na poziomie około 30% tego co miała przed rozpoczęciem tego eksperymentu.

Z czym musiała się zmierzyć przy tym eksperymencie? Przede wszystkim z SIŁĄ NAWYKU. Na początku pierwsze o czym myślała rano to kawa na wynos, ta jednak znajdowała się na zakazanej liście, ponieważ była zdecydowanie zbędnym wydatkiem. Kiedy widziała książki na wyprzedaży – chciała je mieć, mimo, że miała jeszcze dużo nieprzeczytanych w posiadaniu. Odkryła swoje wyzwalacze, dlatego wypisała się z każdego newslettera, przestała obserwować w social mediach tych, którzy reklamowali produkty, na które mogła się skusić.

Po drugie z reakcją innych ludzi – niektórzy traktowali ją ja dziwaczkę, bali się rozmawiać przy niej o tym co kupili lub namawiali na wspólne zakupy. Zachowywali się tak jakby zakupy stanowiły podstawę ich znajomości i kiedy ich zabrakło czuli się niekomfortowo. Zweryfikowało to jej znajomości, tak jak wcześniej rzucenie picia.

Co zyskała? Na pewno dużo więcej niż tylko pieniądze. Stała się bardziej świadoma swoich mechanizmów – zrozumiała dlaczego kupowała pewne rzeczy. Dzięki jej książce zrozumiałam dlaczego ja kupuje określone rzeczy, ale o tym w niedzielnym wpisie 🙂 Zmniejszenie miesięcznych wydatków pozwoliło jej także na odejście z pracy, która nie dawała jej już satysfakcji i rozpoczęcia pracy na własny rachunek. Stała się też bardziej świadomym konsumentem, kiedy kupowała coś rzadko, naprawdę zastanawiała się nad jakością czy pochodzeniem danego produktu. Jest różnica, kiedy możesz sobie kupić jeden nowy ciuch vs kiedy na wyprzedaży kupujesz ich 10, bo potem może nie być. Przy jednym wyjściu do sklepu. Zaraz po wypłacie.

Na końcu książki autorka daje wskazówki co musisz zrobić, jeśli chcesz podjąć własne wyzwanie „bez zakupów” – myślę, że zastosowanie nawet połowy z nich może dużo zmienić w życiu jako konsumenta.

Myślę, ze Cait zainspirowała mnie do wprowadzeniu kilku zmian w moim życiu, którymi na pewno się z wami podzielę tutaj na blogu, także zaglądajcie regularnie!! 🙂

xoxo

Monn Iza

Psychoterapia: fakty i mity

Nigdy nie wstydziłam się tego, że chodzę na terapię. Nie trafiłam tam, bo zrobiłam coś złego. Szukałam pomocy i ją znalazłam, uważam to za największy sukces. Teraz kiedy już jestem blisko zakończenia terapii postanowiłam wrzucić wpis o faktach i mitach, które krążą na jej temat. Nikogo nie można zmusić do tego, aby udał się na terapię, jednak jeśli się wahasz, mam nadzieję, że tym wpisem przekonam Cię do podjęcia tego wyzwania.

Fakty

  1. Psychoterapia nie ma z góry założonej daty zakończenia. Wszystko jest bardzo indywidualne. Jak zaczynałam, nie mogłam sobie nawet wyobrazić jej zakończenia, myślałam, że mój umysł jest tak splątany, że będę chodzić na terapię pewnie z 10 lat. To było 3 lata temu 🙂 Jednak nie zakładaj, że Tobie to zajmie 3 miesiące, bo może się okazać, że zajmie to kilka lat. To nie jest coś, co można odbębnić szybko i iść dalej. To musi być Twój priorytet, musisz być gotowy, aby poświęcić temu czas i zaangażowanie.
  2. Psychoterapia może być bezpłatna, poszukajcie np. Poradni Zdrowia Psychicznego lub ośrodka, który zajmuje się terapią uzależnień, ponieważ tam zazwyczaj mają też terapię dla DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Chodzi o osobę, na którą traficie, nie o to czy zapłacicie za terapię miliony monet. Jeśli chodzisz na terapie prywatnie zadbaj o to, byś mógł chodzić na nią regularnie, nie wtedy kiedy będzie Cię stać.
  3. Terapia polega na pracy nad sobą. Nie jest gotową pigułką – zażywam i jest lepiej. Jeśli nie jesteś gotowy na to, aby włożyć wysiłek w terapię to nie ma sensu żebyś ją zaczynał, bo nikt nie wykona tej pracy za Ciebie. Nagrodą jest życie jakościowo lepsze o nawet 100%.
  4. Na terapii usłyszysz prawdę, nawet tą najbardziej bolesną i niewygodną. Terapia to nie rozmowa z koleżanką przy kawie, która trochę podkoloryzuje, abyś poczuł się lepiej. Dobry terapeuta przekaże Ci fakty, tak abyś mógł się rozwijać, iść dalej, przestał się oszukiwać. Często tkwimy w jednymi punkcie z własnej winy, wolimy się oszukiwać. Przykład: jesteśmy w toksycznym związku, ale boimy się samotności, więc wymyślamy powody, dla których powinniśmy dalej być z tą osobą. Tymczasem nie ma półśrodków i terapia to własnie uświadomienie sobie pewnych prawd, m.in. tego, że nie zmienimy drugiej osoby, jeśli ona nie będzie chciała się zmienić. Mamy wpływ na swoje działania, możemy pewne zachowania zaakceptować lub odejść. Ucząc się tego możemy uratować siebie, ale nie innych. Każdy jest odpowiedzialny za swoje szczęście.
  5. Psychoterapia to nadanie kierunku, nie przejęcie sterów. Nikt nie powie Ci jak masz żyć (chyba, że jakiś oszust), jedynie pomoże Ci zrozumieć jak funkcjonujesz, Twoje mechanizmy, schematy, błędy i zniekształcenia poznawcze.

Mity

  1. Psychoterapia jest tylko dla psychicznie chorych. N I E. Osoby z poważnymi zaburzeniami psychicznymi wymagają nieco więcej działań w kierunku wyzdrowienia niż sama psychoterapia. Stygmatyzowanie kogokolwiek ze względu na stan psychiczny jest dla mnie strasznie wkurzające. Wiadomo, że nie każdy problem wymaga terapii, są ludzie, którzy nie przeżyli traum i doskonale radzą w sobie w życiu. Jednak jeśli czujesz, że Ty sobie nie radzisz, wiesz, że w Twoim życiu wydarzyło się coś co ma negatywny wpływ na Ciebie teraz – poszukaj pomocy. Nie wstydź się, bo Ci co będą Cię oceniać pozostaną w miejscu, a Ty pójdziesz do przodu w kierunku lepszego życia.
  2. Psychoterapia jest dla słabych i nieudolnych. Nic bardziej mylnego. Psychoterapia jest dla k a ż d e g o, kto czuje, że jego problemy go przerastają. Nie ma w tym nic ze słabości lub nieudolności. Pójście na terapię wymaga odwagi. Spotkania na żywo z uczuciami, wspomnieniami i traumami, które najchętniej zakopałbyś głęboko w podświadomości. Wypuszczenie ich na światło dzienne, aby móc się z nimi zmierzyć można porównać do stanięcia na arenie do walki z wielkim potworem. Do pokonania go potrzeba siły i odwagi, dlatego uważam, ze każdy kto się za to zabiera jest BOHATEREM. Swoim własnym superbohaterem. Ostatecznie potwór maleje i znika, a Ty zostajesz silniejszy niż kiedykolwiek.
  3. Psychoterapia to leżenie na kanapie i opowiadanie o swoim życiu, aby w rezultacie usłyszeć tylko „jak się z tym czujesz?” i nic więcej. Terapia to praca nad sobą, zadania domowe, praca w podświadomości. Pytanie „jak się z tym czujesz” są i stanowią ważny element terapii. Jednak jeśli Twój terapeuta nic więcej nie mówi – uciekaj od niego 🙂
  4. Na terapii nie mogę być szczery, bo terapeuta będzie mnie oceniał. Musisz być szczery, bo jak inaczej psycholog ma Ci pomóc? Manipulując prawdą niczego nie osiągniesz, oprócz tego, że terapia Ci nie pomoże. To jest miejsce gdzie powinieneś czuć, że możesz powiedzieć wszystko bez bycia ocenionym, wyśmianym. Nie mówię tutaj o informacjach zwrotnych, tylko o bezproduktywnej krytyce. na terapii to nie powinno mieć miejsca.
  5. Terapia ma tylko jedną formę – rozmowę. To wszystko jest kwestia tego czego poszukujesz. Terapia to też wizualizacja, przelewanie słów na papier, rozwiązywanie testów, aby poznać siebie lepiej. Terapia poprzez ruch, sztukę, pasję – to też formy terapii. Wszystko co pomoże Ci lepiej i zdrowiej funkcjonować jest terapią, nawet spacer z psem, kiedy masz chwilę na to, aby pobyć ze swoimi myślami.

xoxo,

Monn Iza

#Q&A: 15 pytań i odpowiedzi

1. Opisz siebie jednym słowem.

To bardzo trudne 🙂

Odpowiem: poszukująca.

2. Co byś zrobiła, gdybyś wygrała milion złotych?

Najpierw pojechałabym na długie wakacje. W dłuższej perspektywie wybudowałabym  dom z basenem i założyła własny biznes.

3. Jaki biznes chciałabyś prowadzić?

Chciałabym być certyfikowanym coachem osobistym i pomagać kobietom znaleźć swoje szczęście. Jednocześnie chciałabym dalej prowadzić bloga i wprowadzić na nim sprzedaż produktów związanych z tematem coachingu, rozwoju i inspiracji.

4. Czego od siebie oczekujesz?

W kwestii zmian: chciałabym być bardziej zorganizowana. Poza tym oczekuje od siebie wytrwałości w dążeniu do celu i bycia pozytywną.

5. Jakie są Twoje osobiste cele?

Chcę rozwijać bloga, pracować nad swoją „głową” – walczyć ze złymi schematami, szkodliwymi nawykami. Wprowadzić więcej planowania w życie codzienne.

6. Gdzie na świecie chciałabyś mieszkać?

Chyba nie ma jednego miejsca, chciałabym pomieszkać trochę na Bali, trochę we Włoszech, trochę w Stanach. Nigdzie gdzie jest zimno, to na pewno 🙂

7. Twoje wymarzone wakacje?

Bez konkretnego miejsca, ale chciałabym spędzić dwa tygodnie za granicą, trochę plażując i dużo zwiedzając.

8. Twoje ulubione jedzenie.

Wszystko z kuchni włoskiej.

9. Jakiej muzyki słuchasz?

W zasadzie wszystkiego (oprócz disco-polo, naprawdę), ale najczęściej slucham tych wykonawców: Sia, Florence & The Machine, Evanescence, Adele, Ariana Grande, Tove Lo, Lana Del Ray. Lubię też polski hip-hop, m.in. Pezeta.

10. Jakie są Twoje ulubione filmy?

Pierwsze co mi przychodzi do głowy: Fight Club, Boondock Saint’s, Inna kobieta, Se7en, Constantine, Dziewczyna z tatuażem.

11. Wymień swoje ulubione seriale.

Zakończone: Przyjaciele, Gra o tron, True Blood, Gossip Girl, The Unbreakable Kimmy Shmidt, Narcos, Nawiedzony dom na wzgórzu, Ostre przedmioty.

Nadawane: Lucyfer, Black Mirror, Dom z Papieru, Wielkie Kłamstewka.

Więcej tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/26/inspiracje-seriale-ktore-polecam-na-netflixie/ i tu: https://monn-iza.com/2018/11/22/inspiracje-top-10-seriali-sci-fi-fantasy/ https://monn-iza.com/2018/11/01/top-10-seriali-kryminalych/.

12. Jakie jest Twoje hobby?

Pisanie bloga i inspirowanie się 🙂 Uwielbiam szukać inspiracji, przeglądać pinteresta, weheartit, blogi i oglądać youtube w poszukiwaniu inspiracji.

Ten blog jest moim największym spełnieniem tych inspiracji.

13. Kto Cię najbardziej inspiruje z ludzi w internecie?

Negin Mirsalehi – ma własną firmę produkującą kosmetyki z użyciem miodu z pasieki jej ojca. Jest w szczęśliwym związku, prowadzi bloga modowego, uczestniczy w fashion weekach na zaproszenie największych projektantów mody. Nagrywa vlogi, w których pokazuje swoje życie, podróże, styl życia. Jest dla mnie dużą inspiracją do dążenia do wymarzonego życia.

Kalyn Nicholson – youtuberka z Kanady, najbardziej poukładana, zorganizowana i jednocześnie inspirująca osoba jaką widziałam w internetach.

Lubię oglądać również: Sarah’s Day w poszukiwaniu inspiracji do bycia fit, PickUpLimes po inspiracje do zdrowego odżywiania i innej perspektywy na życie, Muchelleb, aby lepiej ogarniać życie i wiele, wiele innych.

14. O czym najbardziej lubisz pisać na blogu?

O zmianie myślenia. O nowym podejściu do życia, które to życie ułatwia i sprawia, ze jesteśmy szczęśliwi. Mój ostatni wpis: https://monn-iza.com/2019/06/09/boisz-sie-byc-szczesliwy/ jest właśnie w tym klimacie.

15. Co daje Ci motywację do działania?

Świadomość tego, że to ja jestem odpowiedzialna za swoje własne szczęście. To jest dla mnie największa motywacja, bo jeśli jest mi źle to muszę coś zrobić, aby było lepiej. Jeśli ja nie zacznę działać w kierunku poprawy swojego życia to nikt tego za mnie nie zrobi. To daje dużą moc – ta wiedza, że moje życie i moje szczęście zależy głównie ode mnie.

Tyle ode mnie na dzisiaj, do niedzieli kochani!

xoxo,

Monn Iza

Boisz się być szczęśliwy?

Na pytanie czy chcesz być szczęśliwy, każdy odpowie: TAK. Jednak są wśród nas ludzie, którzy boją się być szczęśliwi z jednego powodu – nie wiedzą jak sobie z tym uczuciem poradzić. Kiedy tylko są szczęśliwi od razu pojawia się w nich strach. Taka już nasza ludzka natura, lubimy przewidywać najgorsze i wyprzedzać fakty. Czy Ty też boisz się być szczęśliwy? Dzisiaj omówie ten temat i mam nadzieję, że dzięki temu co tutaj napisze pomogę komuś zrozumieć i zmienić ten mechanizm.

Ogólnie jest to mechanizm oparty na założeniu, że przewidzenie tego, że stanie coś subiektywnie złego zmniejszy skutki tego wydarzenia. Będąc przygotowanym na złe wydarzenia, rozczarowanie, porażkę – odczujemy to mniej boleśnie. Chcemy siebie chronić i nie ma w tym nic złego, jednak w tym przypadku głównie sobie szkodzimy. Biorąc pod uwagę, że mamy to co tu i teraz, nie ma sensu myśleć o tym, że na pewno coś przerwie nam to pasmo szczęścia. Życie nie jest stałe i na tym polega jego piękno, warto zachować otwarty umysł na tą sinusoidę. Poza tym możemy wpaść w pułapkę samospełniajacej się przepowiedni i podświadomie doprowadzić do zaistnienia sytuacji, którą będziemy mogli podpiąć pod kategorię pt. „Oho, wiedziałam/em, że coś się stanie. Było zbyt dobrze, coś musiało to zniszczyć.” Jest to ogromna pułapka dla tych z nas, którzy podjęli trud zmiany swojego myślenia na pozytywne. Chcemy być szczęśliwi, ale nie wiemy jak przerwać ten schemat.

Na terapii nauczyłam się, że najważniejsze to zaakceptować ten stan rzeczy – tą zmienność życia. Nie jest to łatwe, ponieważ nęci nas iluzja, że możemy być przez 100% czasu zadowoleni. Jednak czy to nie jest piękne, że dzięki tym gorszym chwilom możemy naprawdę docenić te dobre? Musimy zawsze pamiętać o tym, że jedyne co tak naprawdę możemy kontrolować to nasze myśli, podejście do sytuacji i jakie podejmujemy działania. Jeśli wydarzy się coś, co wytrąci nas ze stanu „jest dobrze” to co z tym zrobimy? Stawimy temu czoła? Będziemy kontrolować sytuację i poczujemy, że mamy wewnętrzną moc? Czy bezwiednie będziemy stać i patrzeć, czując jak życie dzieje się samo, poza nami? Nie pozwalajmy aby coś sterowało naszym życiem, nawet jeśli to nasze własne schematy.

Jak więc przerwać ten szkodliwy schemat myślenia?

Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że tak robimy. To jest pierwszy krok do poprawy sytuacji. Wiedząc, że stosujemy ten mechanizm możemy go zatrzymać. Sprawdzi się tutaj metoda, którą ja nazywam rozpoznaj – odwróć, czyli każdą taką negatywną myśl, odwróć na pozytywną. Np.: „Jestem zbyt szczęśliwa, jest zbyt spokojnie, na pewno stanie się coś złego” naJest mi teraz dobrze, jestem szczęśliwa i wdzięczna. Cokolwiek się wydarzy – poradzę sobie.” I już Twój mózg przetwarza dane: damy radę, nie ma się co martwić, będzie dobrze. Możesz odetchnąć i cieszyć tą chwilą kiedy jesteś na fali 🌊

Po drugie wiara we własne możliwości da nam komfort – wiemy, że już nie raz poradziliśmy sobie w życiu, więc dlaczego następnym razem miałoby być inaczej? Po trzecie, na pewno mamy wokół siebie ludzi, którzy w razie czego nam pomogą. Nawet jeśli nasi bliscy nie są takimi osobami, możemy poszukać pomocy u profesjonalisty (dobry psycholog jest cenniejszy niż całe złoto świata).

I w końcu musimy sobie uświadomić, że nic nam to nie da. Nawet jeśli usiądziemy w kącie i wpadniemy w spiralę myślenia o tym co może pójść nie tak w naszym życiu, to co nam to da? Jedyny efekt jaki osiągniemy będzie taki, że zabierzemy sobie te dobre chwile, które właśnie trwają.

Chrońmy siebie przed takim myśleniem. Doceńmy to co mamy.

xoxo,

Monn Iza

Kosmetyczni ulubieńcy – wiosna 2019

Kochani!

Dzisiaj mam dla was kilka moich kosmetycznych ulubieńców 🙂 Jak zawsze polecam wam tylko to, czego sama używam i z czego jestem zadowolona 😊

Makijaż

Tusz Eveline Cosmetics Extension Volume – u mnie w wersji wodoodpornej, bo tylko taka formuła trzyma mi skręt rzęs po zalotce. Tusze na bazie wody niestety nie trzymają moich rzęs, po chwili robią się proste. Tusz ten kosztuje ok 10-12 zł, ja go kupiłam w promocji -55% w Rossmannie, więc za kilka złotych mam super tusz, którego używam codziennie i jestem zadowolona z efektów 🙂

Korektor Maybelline SuperStay 24h (mam odcień nr 3) – dla mnie dobry korektor pod oczy to must have, ponieważ mam genetycznie bardzo duże cienie pod oczami. Byłam do niego sceptycznie nastawiona, jednak okazał się być naprawdę dobry. Używając go prawidłowo możecie się spodziewać dobrych efektów. Ważne żeby pamiętać o nawilżeniu skóry pod oczami przed nałożeniem korektora i nakładaniu go gąbeczką. Następnie utrwalam go pudrem, ostatnio używam tego ⬇️⬇️⬇️

Maybelline FaceStudio setting powder – transparentny puder matujący. Spędziłam dużo czasu marząc o kultowym Laura Mercier Translusent Loose Setting Powder, więc jak zobaczyłam ten drogeryjny zamiennik od razu go wrzuciłam do koszyka. I nie zawiodłam się. Na pewno nie jest tak dobry, jak pierwowzór od Laury, ale kosztuje o wiele mniej, a to już dobry argument aby dać mu szansę. Ja jestem zadowolona. Efekt matu nie jest bardzo mocny, więc nie robi z twarzy maski, jednak spełnia swoją rolę jako puder matujący i utrwalający. Do kupienia w internecie i drogeriach za ok. 20 -25 zł.

Last but not least, podkład Pierre Rene Advanced Lift. Nie znałam wcześniej tej marki, kupiłam go w ramach eksperymentu w drogerii Natura za 50% ceny. W internetach kosztuje ok 30 zł. Lubię jego konstystencję (jest bardziej wodnisty), nie ciemnieje bardzo po nałożeniu, wręcz wtapia się w skórę. Co do efektu liftingu, hmm, myślę, że trudno by było osiągnąć taki efekt podkładem, ale mi na tym nie zależało 🙂 Mam go w odcieniu nr 5.

Pielęgnacja

O odżywce Go blonder Johna Friedy pisałam już tutaj: https://monn-iza.com/2019/05/27/wszystko-o-moich-wlosach-produkty-ktorych-uzywam/, jednak musiałam ją umieścić także w ulubieńcach, bo naprawdę wam ją polecam 🙂 Jeśli macie rozjaśnione włosy, refleksy, albo chcecie odświeżyć swój naturalny blond – ta odżywka jest dla was. Nakładam ją na wilgotne włosy i spłukuje po ok. 10 minutach. Używam jej raz w tygodniu i widzę efekty na moich włosach 😉

Peeling to bardzo ważny element w pielęgnacji skóry, bez tego wasza skóra nigdy nie będzie wyglądać naprawdę dobrze. Dove exfoliating body scrub (ja mam wersję crushed macadamia & rice milk scent) pachenie tak pięknie, że chciałoby się go zjeść. Jest to bardzo drobny peeling, idealny do wrażliwej skóry, również tej na dekolcie. Zostawia skórę odświeżoną, nawilżoną i pięknie pachnącą.

Jak wodoodporny tusz to i dobry płyn micelarny, aby się go później pozbyć 🙂 Postanowiłam dać szansę reklamowanemu Nivea MicellAIR i jestem z niego naprawdę zadowolona. Nie pozostawia na skórze nic, żadnej tłustej powłoki, a makijaż po prostu znika! Nie wiem jak to się dzieje, czy to jakaś magia, ale mam wrażenie, ze makijaż dosłownie wyparowuje z mojej twarzy. Po wstrzaśnięciu nalewam go na wacik i najpierw przykładam do powiek, następnie delikatnie pocieram do wewnątrz – i puff wodoodporny tusz znika 🙂 Podkład, cień do brwi, trwała szminka – nic nie jest mu straszne.

Ostatni w tym zestawieniu jest krem do twarzy Neutrogena Cellular Boost na noc. Lubię kosmetyki Neutrogeny, ponieważ moja skóra jest ogólnie sucha i potrzebuje czegoś co zatrzymuje w niej wodę, a Neutrogena wie jak robić kosmetyki do suchej skóry. Używam go dopiero od około tygodnia, ale jestem naprawdę zadowolona z tego jak nawilża moją skórę. Jeśli chodzi o odbudowę komórek- trudno powiedzieć, być może jakiś długofalowy rezultat będzie. Wiem na pewno, że to jakich kosmetyków używam teraz (u progu 30stki) będzie mieć wpływ na moją skórę za 10, 15 , 20 lat, więc inwestuje już teraz 🙂

Poprzedni wpis z tej serii: Kosmetyczni ulubieńcy stycznia 😊

xoxo,

Monn Iza

Jak wygląda życie, kiedy stawiasz zdrowe granice?

Nasz szczęście zależy głównie od nas samych. To my dokonujemy wyboru – czy jesteśmy szczęśliwi czy nie. Oczywiście nie jest to aż tak proste, ponieważ jest dużo pułapek, w które wpadamy nieświadomie, a które utrudniają nam bycie szczęśliwymi. Jedną z takich pułapek jest brak granic między nami, a światem zewnętrznym. Kiedy pozwalasz innym aby kontrolowali to jak się czujesz i jak funkcjonujesz bardzo trudno jest Ci czuć szczęście. Oczywiście granice mogą psychiczne, emocjonalne i fizyczne. Skupimy się dzisiaj na tych psychicznych i emocjonalnych. Granice stawiasz DLA SIEBIE, nie PRZECIWKO KOMUŚ, dlatego nie czuj się winny!

Jak wygląda życie, kiedy stawiasz zdrowe granice?

Wiesz, że masz prawo do własnych uczuć i emocji. Nie wstydzisz się ich. Potrafisz je rozpoznać, nazwać, wiesz skąd się wzięły i jak sobie z nimi poradzić. Nie pozwalasz nikomu, aby wmówił Ci, że nie możesz się czuć tak jak się czujesz. Kiedy zaczynasz czuć się źle w towarzystwie jakiejś osoby to oznacza, że musisz postawić granice.

Nie żyjesz w poczuciu strachu przed emocjami i uczuciami innych ludzi. Jeśli ktoś się zdenerwuje to budzi to w Tobie negatywnych emocji, po prostu uznajesz, że to jego emocje. Nie mówię tutaj o obojętności na innych, warto pomagać bliskim kiedy nie potrafią się uporać z własnymi emocjami.

Inni nie są Twoim „zadaniem”, nie musisz nikogo naprawiać. Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Jeśli ktoś prosi Cię o pomoc, a Ty masz takie możliwości aby mu tej pomocy udzielić – zrób to! Jednak nie poświęcaj życia na ratowanie kogoś, kto nie chce być ratowany. Nie rób z ludzi swoim projektów, Ty jesteś swoim najważniejszym projektem 🙂

Nie jesteś czekoladą, nie każdy musi Cie lubić 🙂 i z Tobą zgadzać. Dyskusje z ludźmi, którzy mają inne przekonania są pobudzające intelektualnie, więc nie musisz ich unikać. Jednak nie pozwól, aby to, że ktoś się z Tobą nie zgadza wpłynęło na Twoje samopoczucie i poziom własnej wartości.

Przewałkowana już na milion sposobów asertywność – też stanowi ważny element zdrowego stawiania granic. Naucz się mówić o swoich odczuciach i naucz się odmawiać, kiedy coś jest sprzeczne z Twoim pomysłem na życie i szczęściem. Pamiętaj, że po słowie „nie” też może być kropka.

Ufasz sobie i podejmowanym przez siebie decyzjom. To dla mnie duże wyzwanie z kilku powodów, ale pracuje nad sobą w tej kwestii i wiem, że to bardzo ważny krok na drodze do szczęścia. Kiedy ktoś chce Ci wmówić, że nie wiesz co dla Ciebie najlepsze – postaw granice.

Walcz o siebie, kto jak nie Ty?

xoxo,

Monn Iza