Pokaż mi co kupujesz, a powiem Ci jak chcesz żyć

Poruszałam już temat zakupów w odniesieniu do finansów, między innymi tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/22/ogarniamy-zycie-jak-wydawac-mniej-na-zakupach/. Jakiś czas temu trafiłam na książkę, która zainspirowała mnie do tego wpisu: https://monn-iza.com/2019/06/19/krolowa-oszczedzania-cait-flanders-moja-mini-recenzja/. Po przeczytaniu jej zaczęłam się zastanawiać nad motywami, które mną kierują podczas kupowania.

Dlaczego w ogóle robimy zakupy?

  1. Aby zaspokoić podstawowe potrzeby np. jedzenie, ubrania, dach nad głową, opał, leki itp.
  2. Dla rozrywki, aby poprawić sobie samopoczucie.
  3. Dla rozwoju osobistego, mentalnego i fizycznego.
  4. Żeby się dopasować do społeczeństwa, nie być gorszym od innych.
  5. Dla innych – prezenty, podarunki.

Pomijając artykuły pierwszej potrzeby, reszty moglibyśmy nie kupować. Jednak potrzeby psychiczne są równie ważne, dlatego kupujemy także te rzeczy, bez których moglibyśmy przeżyć, jednak spełniają jakąś funkcję w naszym życiu. Przykład? Książki, kosmetyki, bilety na koncert itp.

Przyglądając się swoim impulsywnym zakupom zaczęłam się zastanawiać – co skłoniło mnie do kupna piątego zeszytu/notatnika/dziennika? Dlaczego kupuje tyle ubrań? Co kryje się za kupnem kolejnego kosmetyku? Kupuję, bo chcę być jakaś. Kupuje rzeczy dla nieistniejącej wersji mnie, tej lepszej w moim mniemaniu. Kogoś kto jest taki, jak ja chciałabym być. Realizuję to poprzez kupowanie, a nie poprzez działanie. Dlatego sytuacja się nie zmienia, moje samopoczucie pozostaje takie samo. Zmienia się na chwilę po zakupie, kiedy jeszcze mam nadzieję, że ten konkretny przedmiot na pewno odmieni coś w moim życiu. Jednak to nie przedmioty zmieniają nasze życie, tylko MY SAMI.

Przykład zeszytów i planerów – kupuje je, bo chce być bardziej zorganizowana, mieć plan dnia, trzymać się jakichś zasad aby zwiększyć produktywność. Jednak to nie zeszyt stanowi dla mnie wyzwanie, tylko to co powinnam tam umieścić. Wystarczyłby jeden, zapełniony i używany.

Kupuje ubrania ponieważ lubię to robić, lubię wyglądać dobrze. Jednak dlaczego wciąż kupuje kolejne ubrania, a dalej jestem niezadowolona? Wiąże się to tylko i wyłącznie z brakiem akceptacji własnego wyglądu. I wiem, że od tego muszę zacząć. Żaden „ciuch” nie spowoduje, że poczuje się lepiej na dłuższą metę, wszystko jest w głowie i to tam trzeba zacząć rewolucję.

Kosmetyki także mogą odzwierciedlać kompleksy i niepewności. Ukrywanie największych kompleksów pod warstwą makijażu pomaga, ale także na krótką metę podobnie jak ubrania.

Nasze nawyki zakupowe mogą nam wskazać obszary nad którymi potrzebujemy popracować. Kompleksy, które musimy wyeliminować, albo poprzez pracę nad sobą, albo poprzez akceptację. Pokazują nam one także jaką wersją siebie chcielibyśmy być i na ich podstawie możemy stworzyć jakiś plan, a potem zacząć działać. Nie tylko kupować i odkładać na półkę, nie zmieniając nic.

Zastanów się – co kupujesz kompulsywnie, a potem odkładasz na półkę? Może masz 5 par butów do biegania, ale nie biegasz? Albo na twoich półkach jest już 30 książek kucharskich, ale gotujesz ciągle to, co już znasz? Jeśli utknąłeś na etapie kupowania i przyniesienia do domu, MUSISZ STWORZYĆ PLAN DZIAŁANIA. Warto wady (czyli w tym przypadku kupowanie nadmiernej ilości rzeczy) przekuwać w narzędzia do rozwoju. Bez planu raczej nie uda nam się wiele zdziałać. Dlatego po etapie pierwszym,czyli rozpoznaniu swoich wzorców kupowania, wdrażamy etap drugi – planowanie działania. Następnie, zaczynając od podstaw działamy w kierunku realizacji planu. Trzeba zacząć korzystać z tego co już kupiliśmy! Kto zaczyna wyzwanie ze mną? 🙂

Miłej niedzieli,

xoxo

Monn Iza

Czujesz, że utknąłeś? Mam dla Ciebie rozwiązanie!

Czasem tak się zdarza, pędzimy przez życie i kiedy nagle uda nam się zatrzymać mamy poczucie, że utknęliśmy w jakimś bliżej nieokreślonym, nienamacalnym miejscu, które wydaje nam się puste, bez wartości. Uczucie utknięcia to tylko uczucie i może je zmienić, jeśli tylko będziemy tego chcieli! Najczęściej uczucie wywołuje kilka czynników:

  • kiedy się nie rozwijamy jako ludzie, nie uczymy się nowych rzeczy
  • kiedy wpadniemy w pułapkę szkodliwych nawyków, pustego dogadzania sobie
  • oraz wtedy, kiedy nasze codziennie obowiązki stają się dla nas utrapieniem

Nasz mózg jest codziennie bombardowany niesamowitą ilością informacji, które świadomie lub podświadomie przetwarzamy. Dlatego możemy mieć czasem wrażenie, że już nie damy rady nic nowego do niego włożyć. Jednak to nieprawda. Wartościowe informacje, nauka czegoś nowego to coś co prowadzi do rozwoju oraz sprawia, że czas płynie wolniej. Trudno wtedy o uczucie, że się utknęło kiedy robimy coś zupełnie nowego i ekscytującego! Dlatego jest to świetne lekarstwo na utknięcie.

Niewygodna prawda jest taka, że musimy znaleźć obowiązki, które będą nam sprawiać radość, od razu lub w dłuższej perspektywie. Dlaczego niewygodna? Bo obowiązki kojarzą nam się z czymś przykrym, a tu nagle mamy odnaleźć w nich radość? Życie składa się z różnego rodzaju obowiązków i problemów. Ważne dla naszego poczucia zadowolenia jest znalezienie takich, które będą nam sprawiały radość. Powtarzanie czynności, których nie znosimy po pierwsze wpędza nas w zły nastrój, po drugie daje własnie to poczucie utknięcia w miejscu. Przykład? Gotowanie dla niektórych może być przykrym obowiązkiem, wiec aby sobie go jakoś umilić możemy zapisać się na kurs gotowania, kupić książkę kucharską lub szukać przepisów w internecie i poeksperymentować, zaangażować rodzinę w gotowanie i robić sobie dni wolne, zamawiając coś pysznego lub wychodząc do restauracji z rodziną lub znajomymi.

Szkodliwe nawyki potrafią nieźle namieszać w naszym życiu. Z jednej strony zapewniają natychmiastową nagrodę (pobudzając ośrodek nagrody w mózgu) i chcemy je powtarzać coraz częściej, jednak na w dłuższej perspektywie są niszczące. Niezdrowe odżywianie się, brak ruchu, odcinanie się od innych ludzi, nałogi – każdy z nas ma swoje złe nawyki. Dlaczego uważam, że takie zachowanie przyczynia się do tego, że pewnego dnia budzimy się w poczuciu beznadziei? Ponieważ złe nawyki wpędzają nas w pułapkę powtarzalności oraz wyrzutów sumienia i odbierają nam szansę na rozwój.

Kiedy następnym razem poczujesz, że kręcisz się w miejscu, jak nie przymierzając chomik w kołowrotku – przyjrzyj się swoim nawykom, obowiązkom i możliwościom rozwoju. Jeśli potrzebujesz – dokonaj zmian.

Plan walki z życiowym utknięciem:

  1. Zweryfikuj nawyki, zidentyfikuj te najbardziej szkodliwe – określ plan zmiany złych nawyków na dobre (albo chociaż na mniej szkodliwe).
  2. Przyjrzyj się swoim obowiązkom – czy możesz coś zrobić, aby te najbardziej ciężkie i przykre zmienić lub umilić sobie ich wykonywanie?
  3. Wyjdź ze swoich codziennych schematów – wróć do domu inną drogą, zjedz pyszne śniadanie zamiast wypić na szybko kawę, wygospodaruj czas tylko dla siebie.
  4. Pomyśl czego nowego mógłbyś i chciałbyś się nauczyć? Może jest coś, o czy myślisz od dawna? Teraz będzie dobry czas aby zacząć!

Jeśli jest coś co pomaga wam, kiedy czujecie, że utknęliście – podzielcie się w komentarzach, chętnie poczytam 🙂

xoxo,

Monn Iza

Pieniądze – dają szczęście czy nie?

Troszkę prowokacyjnie dzisiaj, ponieważ tak naprawdę każdy powie oficjalnie, że oczywiście pieniądze nie są najważniejsze i nie dają szczęścia. A potem doda, że mimo wszystko wolałby płakać w Porsche 😜

O pieniądzach wolimy nie rozmawiać. Są tematem tabu, bo większość z nas uważa, że ma ich za mało, szczególnie kiedy wyrywamy coś z kontekstu i porównujemy się do innych. Pozory mylą, a czyjeś życie pokazane w mediach społecznościowych nie pokazuje tego, jak ta osoba żyje na co dzień.

Wiecie, że ja wierze w to, że szczęście to stan umysłu, zależy od naszego podejścia do życia (oraz biochemii mózgu, ale zakładamy, że z tym jest dobrze) i jest kwestią wyboru.

To jak to jest z tymi pieniędzmi? Dają szczęście czy nie?

Same w sobie na pewno nie. Ponieważ możemy je mieć, ale użytkować w zły sposób i nie pomogą nam one w dążeniu do szczęścia. Pieniądze roztrwonione na chwilowe przyjemności nie dadzą nam długofalowego szczęścia. Przedmioty szybko przestają dawać nam szczęście. Powiedzenie, że pieniądze dają szczęście, tylko trzeba wiedzieć gdzie kupować jest na pozór zabawne, ale ma drugie dno. Ponieważ nie ma takiej możliwość, żeby przedmiot zmienił nasze podejście do życia! Przedmiot może nam życie ułatwić, może podnieść jego jakość, stanowić element użytkowy lub cieszyć oko. Jednak to nie on steruje naszym myśleniem, tylko my.

Co więc dają pieniądze? Pieniądze dają komfort i spokój umysłu. Bez tego ciężko o szczęście. Kiedy martwimy się o podstawowe rzeczy jak zapewnienie sobie dachu nad głową, kupno jedzenia czy dostęp do opieki medycznej trudno nam zachować pozytywne podejście do życia. Kiedy mamy na tyle pieniędzy, aby te podstawowe potrzeby sobie zapewnić, reszta jest już kwestią wyboru. Myślę, że jeśli czytacie ten wpis – na telefonie, komputerze, tablecie – to znaczy, że podstawowe potrzeby macie zapewnione plus dodatkowe jak posiadanie sprzętu elektronicznego i dostęp do internetu. Nie będę przytaczać statystyk, każdy kto czyta lub ogląda wiadomości wie, że są ludzie na tej planecie, którzy nie mają zapewnionego dostępu do podstawowych artykułów. Ich „wina” polega często na tym, że w takich warunkach przyszli na świat. Być może są oni bardziej szczęśliwi od niejednego milionera. Dlatego, że uzależnianie szczęścia od ilości posiadanych przedmiotów zawsze doprowadzi do nieszczęścia. Bo zawsze znajdzie się coś czego jeszcze nie mamy i bez tego będziemy nieszczęśliwi.

Gdyby nasze podejście do kupowania zmienić z „kupuję, bo chce być szczęśliwa” na „jestem szczęśliwy i zadowolony, jednak ten przedmiot jest mi potrzebny do (i tu konkretny argument)”, na pewno kupowalibyśmy mniej, a przedmioty otaczające nas miałyby dla nas znaczenie i sens.

Jeśli wasz budżet jest ograniczony to najważniejsze jest określenie priorytetów. I wdzięczność za to co się ma, zamiast frustracji z powodu tego, że czegoś nie mamy. Bardzo Ci na czymś zależy? Uczyń to priorytetem! W życiu i budżecie. Nie zamartwiaj się tym, że z czegoś innego będziesz musiał zrezygnować, bo prowadzi to do życia w poczuciu niedostatku. Nawet jeśli jest się otoczonym przez przedmioty, które jeszcze do niedawna były tym „jedynym czymś” potrzebnym do szczęścia, brakującym elementem w naszym życiu.

Ruch minimalizmu wziął się m.in. właśnie z tej świadomości, że to nie przedmioty dają szczęście. Jak długo cieszy was nowy przedmiot? Godzinę, tydzień, miesiąc? To uczucie radości i szczęścia po nabyciu nowego przedmiotu ma z góry określoną datę ważności. Jeśli opieramy się tylko na tym, zaczynamy kupować coraz więcej i więcej. Podczas zakupów (a nawet przed!) dopamina działa na nasz mózg powodując efekt natychmiastowej nagrody, który często mylony jest ze szczęściem. Pewnego dnia budzimy się otoczeni przedmiotami, ale w depresji. Długofalowe szczęście zamieniliśmy na serię małych, trwających chwilę radości.

Moja odpowiedź brzmi – same w sobie pieniądze nie tylko nie dają szczęścia, ale mogą doprowadzić nas do nieszczęścia. Przy odpowiednim nastawieniu do życia, wdzięczności do tego co się ma i uświadomieniu sobie, że kupowanie nie zapewni nam szczęścia – pieniądze mogą być narzędziem do spełniania marzeń, zapewniania sobie dobrej jakości życia oraz pomagania tym w potrzebie.

Kolejne wpisy w temacie kupowania i pieniędzy już niedługo!

xoxo,

Monn Iza