Pokaż mi co kupujesz, a powiem Ci kim chcesz być

Poruszałam już temat zakupów w odniesieniu do finansów, między innymi tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/22/ogarniamy-zycie-jak-wydawac-mniej-na-zakupach/. Jakiś czas temu trafiłam na książkę, która zainspirowała mnie do tego wpisu: https://monn-iza.com/2019/06/19/krolowa-oszczedzania-cait-flanders-moja-mini-recenzja/. Po przeczytaniu jej zaczęłam się zastanawiać nad motywami, które mną kierują podczas kupowania.

Dlaczego w ogóle robimy zakupy?

  1. Aby zaspokoić podstawowe potrzeby np. jedzenie, ubrania, dach nad głową, opał, leki itp.
  2. Dla rozrywki, aby poprawić sobie samopoczucie.
  3. Dla rozwoju osobistego, mentalnego i fizycznego.
  4. Żeby się dopasować do społeczeństwa, nie być gorszym od innych.
  5. Dla innych – prezenty, podarunki.

Pomijając artykuły pierwszej potrzeby, reszty moglibyśmy nie kupować. Jednak potrzeby psychiczne są równie ważne, dlatego kupujemy także te rzeczy, bez których moglibyśmy przeżyć, jednak spełniają jakąś funkcję w naszym życiu. Przykład? Książki, kosmetyki, bilety na koncert itp.

Przyglądając się swoim impulsywnym zakupom zaczęłam się zastanawiać – co skłoniło mnie do kupna piątego zeszytu/notatnika/dziennika? Dlaczego kupuje tyle ubrań? Co kryje się za kupnem kolejnego kosmetyku? Kupuję, bo chcę być jakaś. Kupuje rzeczy dla nieistniejącej wersji mnie, tej lepszej w moim mniemaniu. Kogoś kto jest taki, jak ja chciałabym być. Realizuję to poprzez kupowanie, a nie poprzez działanie. Dlatego sytuacja się nie zmienia, moje samopoczucie pozostaje takie samo. Zmienia się na chwilę po zakupie, kiedy jeszcze mam nadzieję, że ten konkretny przedmiot na pewno odmieni coś w moim życiu. Jednak to nie przedmioty zmieniają nasze życie, tylko MY SAMI.

Przykład zeszytów i planerów – kupuje je, bo chce być bardziej zorganizowana, mieć plan dnia, trzymać się jakichś zasad aby zwiększyć produktywność. Jednak to nie zeszyt stanowi dla mnie wyzwanie, tylko to co powinnam tam umieścić. Wystarczyłby jeden, zapełniony i używany.

Kupuje ubrania ponieważ lubię to robić, lubię wyglądać dobrze. Jednak dlaczego wciąż kupuje kolejne ubrania, a dalej jestem niezadowolona? Wiąże się to tylko i wyłącznie z brakiem akceptacji własnego wyglądu. I wiem, że od tego muszę zacząć. Żaden „ciuch” nie spowoduje, że poczuje się lepiej na dłuższą metę, wszystko jest w głowie i to tam trzeba zacząć rewolucję.

Kosmetyki także mogą odzwierciedlać kompleksy i niepewności. Ukrywanie największych kompleksów pod warstwą makijażu pomaga, ale także na krótką metę podobnie jak ubrania.

Nasze nawyki zakupowe mogą nam wskazać obszary nad którymi potrzebujemy popracować. Kompleksy, które musimy wyeliminować, albo poprzez pracę nad sobą, albo poprzez akceptację. Pokazują nam one także jaką wersją siebie chcielibyśmy być i na ich podstawie możemy stworzyć jakiś plan, a potem zacząć działać. Nie tylko kupować i odkładać na półkę, nie zmieniając nic.

Zastanów się – co kupujesz kompulsywnie, a potem odkładasz na półkę? Może masz 5 par butów do biegania, ale nie biegasz? Albo na twoich półkach jest już 30 książek kucharskich, ale gotujesz ciągle to, co już znasz? Jeśli utknąłeś na etapie kupowania i przyniesienia do domu, MUSISZ STWORZYĆ PLAN DZIAŁANIA. Warto wady (czyli w tym przypadku kupowanie nadmiernej ilości rzeczy) przekuwać w narzędzia do rozwoju. Bez planu raczej nie uda nam się wiele zdziałać. Dlatego po etapie pierwszym,czyli rozpoznaniu swoich wzorców kupowania, wdrażamy etap drugi – planowanie działania. Następnie, zaczynając od podstaw działamy w kierunku realizacji planu. Trzeba zacząć korzystać z tego co już kupiliśmy! Kto zaczyna wyzwanie ze mną? 🙂

Miłej niedzieli,

xoxo

Monn Iza

Czujesz, że utknąłeś? Mam dla Ciebie rozwiązanie!

Czasem tak się zdarza, pędzimy przez życie i kiedy nagle uda nam się zatrzymać mamy poczucie, że utknęliśmy w jakimś bliżej nieokreślonym, nienamacalnym miejscu, które wydaje nam się puste, bez wartości. Uczucie utknięcia to tylko uczucie i może je zmienić, jeśli tylko będziemy tego chcieli! Najczęściej uczucie wywołuje kilka czynników:

  • kiedy się nie rozwijamy jako ludzie, nie uczymy się nowych rzeczy
  • kiedy wpadniemy w pułapkę szkodliwych nawyków, pustego dogadzania sobie
  • oraz wtedy, kiedy nasze codziennie obowiązki stają się dla nas utrapieniem

Nasz mózg jest codziennie bombardowany niesamowitą ilością informacji, które świadomie lub podświadomie przetwarzamy. Dlatego możemy mieć czasem wrażenie, że już nie damy rady nic nowego do niego włożyć. Jednak to nieprawda. Wartościowe informacje, nauka czegoś nowego to coś co prowadzi do rozwoju oraz sprawia, że czas płynie wolniej. Trudno wtedy o uczucie, że się utknęło kiedy robimy coś zupełnie nowego i ekscytującego! Dlatego jest to świetne lekarstwo na utknięcie.

Niewygodna prawda jest taka, że musimy znaleźć obowiązki, które będą nam sprawiać radość, od razu lub w dłuższej perspektywie. Dlaczego niewygodna? Bo obowiązki kojarzą nam się z czymś przykrym, a tu nagle mamy odnaleźć w nich radość? Życie składa się z różnego rodzaju obowiązków i problemów. Ważne dla naszego poczucia zadowolenia jest znalezienie takich, które będą nam sprawiały radość. Powtarzanie czynności, których nie znosimy po pierwsze wpędza nas w zły nastrój, po drugie daje własnie to poczucie utknięcia w miejscu. Przykład? Gotowanie dla niektórych może być przykrym obowiązkiem, wiec aby sobie go jakoś umilić możemy zapisać się na kurs gotowania, kupić książkę kucharską lub szukać przepisów w internecie i poeksperymentować, zaangażować rodzinę w gotowanie i robić sobie dni wolne, zamawiając coś pysznego lub wychodząc do restauracji z rodziną lub znajomymi.

Szkodliwe nawyki potrafią nieźle namieszać w naszym życiu. Z jednej strony zapewniają natychmiastową nagrodę (pobudzając ośrodek nagrody w mózgu) i chcemy je powtarzać coraz częściej, jednak na w dłuższej perspektywie są niszczące. Niezdrowe odżywianie się, brak ruchu, odcinanie się od innych ludzi, nałogi – każdy z nas ma swoje złe nawyki. Dlaczego uważam, że takie zachowanie przyczynia się do tego, że pewnego dnia budzimy się w poczuciu beznadziei? Ponieważ złe nawyki wpędzają nas w pułapkę powtarzalności oraz wyrzutów sumienia i odbierają nam szansę na rozwój.

Kiedy następnym razem poczujesz, że kręcisz się w miejscu, jak nie przymierzając chomik w kołowrotku – przyjrzyj się swoim nawykom, obowiązkom i możliwościom rozwoju. Jeśli potrzebujesz – dokonaj zmian.

Plan walki z życiowym utknięciem:

  1. Zweryfikuj nawyki, zidentyfikuj te najbardziej szkodliwe – określ plan zmiany złych nawyków na dobre (albo chociaż na mniej szkodliwe).
  2. Przyjrzyj się swoim obowiązkom – czy możesz coś zrobić, aby te najbardziej ciężkie i przykre zmienić lub umilić sobie ich wykonywanie?
  3. Wyjdź ze swoich codziennych schematów – wróć do domu inną drogą, zjedz pyszne śniadanie zamiast wypić na szybko kawę, wygospodaruj czas tylko dla siebie.
  4. Pomyśl czego nowego mógłbyś i chciałbyś się nauczyć? Może jest coś, o czy myślisz od dawna? Teraz będzie dobry czas aby zacząć!

Jeśli jest coś co pomaga wam, kiedy czujecie, że utknęliście – podzielcie się w komentarzach, chętnie poczytam 🙂

xoxo,

Monn Iza

Pieniądze – dają szczęście czy nie?

Troszkę prowokacyjnie dzisiaj, ponieważ tak naprawdę każdy powie oficjalnie, że oczywiście pieniądze nie są najważniejsze i nie dają szczęścia. A potem doda, że mimo wszystko wolałby płakać w Porsche 😜

O pieniądzach wolimy nie rozmawiać. Są tematem tabu, bo większość z nas uważa, że ma ich za mało, szczególnie kiedy wyrywamy coś z kontekstu i porównujemy się do innych. Pozory mylą, a czyjeś życie pokazane w mediach społecznościowych nie pokazuje tego, jak ta osoba żyje na co dzień.

Wiecie, że ja wierze w to, że szczęście to stan umysłu, zależy od naszego podejścia do życia (oraz biochemii mózgu, ale zakładamy, że z tym jest dobrze) i jest kwestią wyboru.

To jak to jest z tymi pieniędzmi? Dają szczęście czy nie?

Same w sobie na pewno nie. Ponieważ możemy je mieć, ale użytkować w zły sposób i nie pomogą nam one w dążeniu do szczęścia. Pieniądze roztrwonione na chwilowe przyjemności nie dadzą nam długofalowego szczęścia. Przedmioty szybko przestają dawać nam szczęście. Powiedzenie, że pieniądze dają szczęście, tylko trzeba wiedzieć gdzie kupować jest na pozór zabawne, ale ma drugie dno. Ponieważ nie ma takiej możliwość, żeby przedmiot zmienił nasze podejście do życia! Przedmiot może nam życie ułatwić, może podnieść jego jakość, stanowić element użytkowy lub cieszyć oko. Jednak to nie on steruje naszym myśleniem, tylko my.

Co więc dają pieniądze? Pieniądze dają komfort i spokój umysłu. Bez tego ciężko o szczęście. Kiedy martwimy się o podstawowe rzeczy jak zapewnienie sobie dachu nad głową, kupno jedzenia czy dostęp do opieki medycznej trudno nam zachować pozytywne podejście do życia. Kiedy mamy na tyle pieniędzy, aby te podstawowe potrzeby sobie zapewnić, reszta jest już kwestią wyboru. Myślę, że jeśli czytacie ten wpis – na telefonie, komputerze, tablecie – to znaczy, że podstawowe potrzeby macie zapewnione plus dodatkowe jak posiadanie sprzętu elektronicznego i dostęp do internetu. Nie będę przytaczać statystyk, każdy kto czyta lub ogląda wiadomości wie, że są ludzie na tej planecie, którzy nie mają zapewnionego dostępu do podstawowych artykułów. Ich „wina” polega często na tym, że w takich warunkach przyszli na świat. Być może są oni bardziej szczęśliwi od niejednego milionera. Dlatego, że uzależnianie szczęścia od ilości posiadanych przedmiotów zawsze doprowadzi do nieszczęścia. Bo zawsze znajdzie się coś czego jeszcze nie mamy i bez tego będziemy nieszczęśliwi.

Gdyby nasze podejście do kupowania zmienić z „kupuję, bo chce być szczęśliwa” na „jestem szczęśliwy i zadowolony, jednak ten przedmiot jest mi potrzebny do (i tu konkretny argument)”, na pewno kupowalibyśmy mniej, a przedmioty otaczające nas miałyby dla nas znaczenie i sens.

Jeśli wasz budżet jest ograniczony to najważniejsze jest określenie priorytetów. I wdzięczność za to co się ma, zamiast frustracji z powodu tego, że czegoś nie mamy. Bardzo Ci na czymś zależy? Uczyń to priorytetem! W życiu i budżecie. Nie zamartwiaj się tym, że z czegoś innego będziesz musiał zrezygnować, bo prowadzi to do życia w poczuciu niedostatku. Nawet jeśli jest się otoczonym przez przedmioty, które jeszcze do niedawna były tym „jedynym czymś” potrzebnym do szczęścia, brakującym elementem w naszym życiu.

Ruch minimalizmu wziął się m.in. właśnie z tej świadomości, że to nie przedmioty dają szczęście. Jak długo cieszy was nowy przedmiot? Godzinę, tydzień, miesiąc? To uczucie radości i szczęścia po nabyciu nowego przedmiotu ma z góry określoną datę ważności. Jeśli opieramy się tylko na tym, zaczynamy kupować coraz więcej i więcej. Podczas zakupów (a nawet przed!) dopamina działa na nasz mózg powodując efekt natychmiastowej nagrody, który często mylony jest ze szczęściem. Pewnego dnia budzimy się otoczeni przedmiotami, ale w depresji. Długofalowe szczęście zamieniliśmy na serię małych, trwających chwilę radości.

Moja odpowiedź brzmi – same w sobie pieniądze nie tylko nie dają szczęścia, ale mogą doprowadzić nas do nieszczęścia. Przy odpowiednim nastawieniu do życia, wdzięczności do tego co się ma i uświadomieniu sobie, że kupowanie nie zapewni nam szczęścia – pieniądze mogą być narzędziem do spełniania marzeń, zapewniania sobie dobrej jakości życia oraz pomagania tym w potrzebie.

Kolejne wpisy w temacie kupowania i pieniędzy już niedługo!

xoxo,

Monn Iza

Jak utrzymać pozytywne podejście do życia

Każdy z nas ma złe dni. Niektórzy mają je raz w roku, inni raz w tygodniu. Najważniejsze jest, aby nie dać się na dłużej zatrzymać w takich emocjach i wrocić do pozytywnego JA. Nieważne czy dziura w którą wpadasz będzie małym dołkiem czy wielkim kanionem, ważne żeby mieć na jej dnie trampolinę, która pozwoli Ci się odbić od tego dna.

Jak stworzyć taką trampolinę?

  1. W dni, kiedy czujemy, że jest nam źle szczególnie musimy się skupić na tym, za co jesteśmy wdzięczni. To naprawdę działa magicznie, pisałam o wdzięczności już tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/17/inspiracje-wdziecznosc/ i zawsze będę zachęcać do korzystania z tego narzędzia. Bo trzeba uznać to za skuteczne narzędzie do poprawy sobie humoru, nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz
  2. Bądź szczery ze sobą. Nawet jeśli nie masz ochoty z nikim rozmawiać, weź zeszyt, aplikację w telefonie – cokolwiek gdzie możesz wylać z siebie emocje w formie słów. Nasze myśli lubią się zapętlać, iść w różnych kierunkach i odbiegać od tematu. Łatwiej nam jest wpaść w spiralę narzekania kiedy robimy to tylko w naszej głowie! Kiedy zaczynamy pisać stajemy się bardziej logiczni i łatwiej nam jest przejść do faktów.
  3. Właśnie – fakty – to bardzo ważny element trampoliny. T r z y m a j s i ę f a k t ó w. Zawsze i wszędzie, fakt lekarstwem będzie. Jak już pisałam wyżej, nasza głowa lubi kręcić spirale. Koleżanka powiedziała nam coś przykrego, a my zaczynamy się wkręcać i lądujemy w kącie myśląc, że jesteśmy beznadziejni i nikt nas nie lubi. Albo będąc pewnym naszej wartości zaczynamy nakręcać się na tą koleżankę i kończy się to na tym, że poprzysięgamy sobie zemstę oraz to, że już nigdy się do niej nie odezwiemy. Nasz dzień jest już zrujnowany, wpadamy w dołek. To są oczywiście przerysowane przykłady, ale zazwyczaj wychodzimy z wnioskami poza sytuację, która się wydarzyła. A gdyby tak skupić się na fakcie – koleżanka powiedziała mi to i to. Wyjaśnić to z nią, zapytać dlaczego tak powiedziała? Może się okazać, że miała zupełnie co innego na myśli, albo sama ma zły dzień i dostało nam się rykoszetem. Jeśli nie mamy możliwości lub bardzo nie chcemy wyjaśniać sprawy uznajmy, że to jednorazowa sytuacja i nie warto się na niej skupiać. FAKTY są takie, że ta koleżanka zawsze jest dla nas miła i ta jedna sytuacja nie ma znaczenia w naszej relacji. Oczywiście, jeśli się to powtarza, wtedy już musimy wyjaśnić sprawę, ale to już jest inny temat.
  4. Znajdź swój schemat na poprawę humoru. Oczywiście może to być jedzenie – ale nie objadanie się na kanapie fast-foodami czy słodyczami. Jeśli już, to znajdźmy alternatywę. Być może ugotowanie dobrego obiadu czy zrobienie domowego deseru będzie właśnie naszym rytuałem. Ale samo jedzenie nie powinno być pocieszaczem, ponieważ wtedy zaczynamy zajadać emocje, a to nigdy nie jest dobry pomysł. Możemy zrobić coś produktywnego, taki zrealizowany projekt zawsze poprawia humor, bo kiedy coś zrobimy własnoręcznie i zobaczymy efekty naszej pracy, nie możemy się dalej użalać nad sobą. Może od jakiegoś czasu mieliśmy ochotę na jakiś projekt DIY, dlaczego nie zrobić go w ramach odskoczni?
  5. Staw się dla siebie. Kiedy zobowiążemy się wobec innych to stawiamy się w wyznaczonym miejscu i czasie, ale kiedy zobowiązanie dotyczy nas samych lubimy odpuszczać w gorszych momentach. Jeśli umówiłeś sie że sobą, że coś zrobisz i wiesz, że to ważne dla Twojego szczęścia/zdrowia/rozwoju to staw się! Miej siebie wysoko na liście priorytetów. Być może wyjdziesz z tej siłowni dalej w kiepskim humorze, ale na pewno nie w gorszym. Pamiętaj, że zaufanie do samego siebie też trzeba pielęgnować.

xoxo,

Monn Iza

Myślenie, którego nauczyłam się na terapii

Nie jestem psychologiem z wykształcenia. Nie ukończyłam kursów, szkoleń. Być może kiedyś uda mi się spełnić to marzenie, jednak do tego czasu będę wam pisać o psychologii z mojego punktu widzenia – kogoś, kto kończy terapię DDA.

Terapia jest spotkaniem z samym sobą w miejscu, o którym nigdy byśmy nie pomyśleli. Mam tutaj na myśli oczywiście miejsce w naszej głowie. Ponieważ nasze szkodliwe myślenie, którego nie widzimy jako takie – to jest to, co zatruwa nasze życie. Często nie widzimy wyjścia z tej sytuacji, wydaje nam się, że nasze problemy są unikatowe i nie do rozwiązania.

Dzisiaj przedstawię wam część z tego, jakiego myślenia nauczyłam się na terapii. Terapia sprawia, że zrzucamy z oczu klapki i możemy zobaczyć prawdę. Oto moja prawda.

Jest problem – jest rozwiązanie. Wcześniej myślałam – jest problem, nie ma rozwiązania. Jest tylko czarna dziura otwierająca się przede mną, która mnie pochłania. Nikt mi nie pomoże, jestem z tym sama i jestem zbyt słaba. Nie wierzyłam we własne siły, możliwości i zdolności. Teraz wiem, że problemy pojawiają się jako naturalna część życia i jedyne do czego mnie one prowadzą to mobilizacja. Szukam rozwiązania, wiem, że wymaga to ode mnie działania i akcji. Nie zamykania się w pułapce własnego umysłu i wymyślania coraz to gorszych scenariuszy. Jedynie ruch i akcja prowadzi do przodu, zamieranie w pozycji ofiary nic mi nie daje.

Brak określonych priorytetów, celów i żadnego planu na życie prowadzi do myślenia, że nie mamy wpływu na nasze życie. Miałam kiedyś takie poczucie, że jestem jedynie bezwiednie unoszącą się na rzece życia trzcinką, płynącą w nieznanym mi kierunku i nie mam na nic realnego wpływu. Wierzyłam w to, że w moim życiu większość wydarzeń jest dziełem przypadku lub działaniem innych ludzi, odbierałam sobie możliwość sterowania własnym losem. Bardzo ważne było dla mnie zrozumienie, że to ja mam jedyny wpływ na decyzje, które podejmuje. Moje codzienne wybory składają się na to jak wygląda moje życie. Oczywiście, wiem, że w pewnych kwestiach jestem zależna od innych lub od losu, ale na to nie mam wpływu, mam jedynie na swoje reakcje. Także, kiedy coś mnie spotyka i jest to efekt działań innych – myślę o tym jak się zachować, jak zareagować. Nie o tym, że życie ssie, jest niesprawiedliwe i wszyscy są przeciwko mnie.

Bycie DDA jest ok, nie ja to wybrałam, ale z tym muszę pracować. Tak jak inni pracują ze swoimi problemami, zaburzeniami, chorobami. Nie ma sensu zastanawiać się nad tym, co by było gdyby, tylko pracować z tym co się ma. To mnie nie definiuje. Określa mnie to co robię teraz i jakie mam plany na przyszłość. Więcej o DDA tutaj: https://monn-iza.com/2018/10/21/cechy-dda/.

Wybaczenie jest dla mnie, nie dla tych co zawinili. Wybaczając nie ułaskawiam od win, tylko uleczam siebie. Spodobał mi się cytat z ekranizacji książki „Światło między oceanami”, który brzmi mniej więcej tak: wybacza się raz, nienawidzić trzeba każdego dnia. Muszę przyznać, że co do niektórych jeszcze się tego uczę.

Dużo zależy od tego czy dopuszczę do siebie swoje emocje. Te z przeszłości i teraźniejszości. DDA/DDD zazwyczaj mają dużo żalu, złości i smutku do wypuszczenia z siebie. Ważne jest, aby przejść przez to i wyjść po drugiej stronie zwycięsko. To jest przerażające, dopuścić do siebie emocje, które tyle czasu spychało się na dno świadomości. Potem praca nad emocjami, które się pojawiają na co dzień. Podsycone tymi z przeszłości czasem szaleją, nieadekwatnie do sytuacji. Teraz wiem, że kiedy się zdenerwuję to mam prawo się tak czuć, ale jednocześnie mam za zadanie nie marynować się w tej złości. Przeanalizować sytuację, znaleźć rozwiązanie lub odpuścić i wrócić do „normalności”.

Optymizm to wybór. Kiedy zaczęłam terapię, moim ulubionym hasłem było: nie jestem promyczkiem słońca. Tak już jest i tego nie zmienię. Taka jestem. Przykleiłam sobie sama etykietę – smutas/pesymista i nie wierzyłam w to, że to ja mam moc, aby to zmienić. Nie wierzyłam w to i wiem, że bez terapii nigdy bym nie doszła do tego, że można żyć i myśleć inaczej.

Nauczyłam się rozróżniania faktów od mojego myślenia życzeniowego. Kiedyś wydawało mi się, że gdyby nie to czy tamto moje życie byłoby idealne. Teraz wiem, że byłoby normalne, zważywszy na okoliczność mniej lub bardziej szczęśliwe. Na pewno nie idealne. Kiedy tracimy coś lub kogoś ważnego, mamy tendencje do wymyślania najlepszego możliwego scenariusza i torturowania się porównywaniem go do naszej rzeczywistości. U mnie oczywiście to było wyidealizowane życie z tatą vs. bez niego. Nie miało to związku z nikim innym, cały koncept opierał się na tym, że gdyby on żył to moje życie byłoby jedną wielką bajką. Teraz już się tym nie zajmuje. Zaakceptowałam sytuację taką jaka jest i buduje z tego co mam.

A mam bardzo dużo i teraz to wiem.

Pozostałe wpisy z serii psychologia z Monn Izą:

https://monn-iza.com/2019/06/16/psychoterapia-fakty-i-mity/

https://monn-iza.com/2019/06/30/jedyny-warunek-jaki-musisz-spelnic-aby-byc-szczesliwym/

https://monn-iza.com/2019/06/09/boisz-sie-byc-szczesliwy/

https://monn-iza.com/2019/03/24/psychologia-znieksztalcenia-poznawcze-i-ich-wplyw-na-nasze-zycie/

https://monn-iza.com/2019/03/05/psychologia-wizualizacja-jako-narzedzie-do-walki-ze-strachem/

https://monn-iza.com/2019/06/02/jak-wyglada-zycie-kiedy-stawiasz-zdrowe-granice/

xoxo,

Monn Iza

10 pytań do samego siebie – rewizja życiowa

Na półmetku 2019 roku warto zastanowić się nad swoim życiem głębiej. Interesujemy się życiem innych, znanych nam osobiście i tych z okładek brukowców. Czytamy o tym co zjedli na śniadanie, z kim są w związku i jaki nowy biznes rozpoczęli. Robimy dużo aby odwrócić naszą uwagę od samych siebie, ponieważ czasem nie chcemy się zastanawiać nam własnym życiem. Co jeśli się okaże, że jednak nie jest dobrze? To jest przerażające, czasem wolimy stanąć ze sobą twarzą w twarz ale nie patrzeć. Nie myśleć zbyt intensywnie. Zamiast tego zagłuszyć wewnętrzny głos mówiący, że przydałoby się zrobić jakąś małą rewizje.

Przygotowałam dla was 10 pytań, które pomogą wam w dokonaniu przeglądu życiowego. I obiecuję, że taki przegląd wyjdzie wam na dobre 😊

1. Jak się teraz czujesz?

Zrób przegląd emocji – co czujesz i dlaczego. Z kim lub z czym jest to związane? Czy Twoje emocje są adekwatne do sytuacji czy może są podsycane przez zdarzenia z przeszłości? Co możesz zrobić, żeby się tak nie czuć? Jeśli czujesz się dobrze – co sprawiło, że tak się czujesz i jak możesz utrzymać ten stan jak najdłużej?

2. Jakie są Twoje priorytety i co robisz aby je realizować?

Jeśli zrobiłeś listę priorytetów życiowych to co jakiś czas zrób rewizję tego co do tej pory udało Ci się osiągnąć i ustal co jeszcze jest do zrobienia.

3. Czy to co Cię otacza sprawia Ci radość?

Nasz otoczenie jest czasami wręcz kluczowe dla naszego samopoczucia. Mam tu na myśli przestrzeń, w której na co dzień przebywasz. Jeśli coś Ci przeszkadza i możesz to zmienić – zrób to od razu. Pozbądź się zbędnych przedmiotów, posprzątaj, odśwież mieszkanie choćby malując ściany. Jeśli potrzebujesz zmiany otoczenia, a nie masz możliwości dłuższego wyjazdu idź na długi spacer albo wyjedź na weekend. Teraz jest dużo możliwości, aby naprawdę tanim kosztem wyjechać na kilka dni, poszperaj w Internecie, na pewno coś znajdziesz.

4. Jakie są Twoje małe i duże sukcesy z ostatnich sześciu miesięcy?

Ważne aby zauważać nasze małe i duże zwycięstwa. Naprawdę dużo rzeczy podpada w tą kategorie – zastanów się dobrze i wymień jak najwięcej.

5. Co ostatnio sprawia Ci radość?

To co sprawiało Ci radość rok temu, niekoniecznie będzie dzisiaj. Może już nie warto inwestować w coś czasu i energii, albo musisz zmienić podejście aby znowu zaczęło Cię to cieszyć?

6. Co wywołuje u Ciebie stres?

Czujesz się ostatnio zestresowana, ale do końca nie wiesz dlaczego. Myślisz – to przez pracę/sytuację w domu, ale bez konkretów. Dopóki nie wiesz co powoduje problem nie możesz go rozwiązać.

7. Co chcesz osiągnąć do końca roku?

Jako, że pierwsze półrocze 2019 za nami, warto pomyśleć o tym co chcielibyśmy osiągnąć przez następne pół roku. Na podstawie sukcesów z pytania nr 4 pomyśl co możesz kontynuować, aby pod koniec roku wykonać kolejną rewizję i odhaczyć kolejne sukcesy.

8. Jakie nawyki musisz zmienić?

Nawyki niestety mają tendencję do ukrywania się pod płaszczykiem rutyny i codzienności. Jednak ich suma to nasze życie, więc od nich zależy jak ono wygląda – więcej tutaj: Nasze codzienne wybory i ich wpływ na nasze życie. Kiedy już je rozpoznasz, pomyśl na jaki korzystny nawyki możesz je zmienić. Życie nie lubi próżni, nie da się wyeliminować nawyku nie zamieniając go na jakiś inny. 

9. Czego chciałbyś robić mniej, a czego więcej?

W tym przypadku kwestia świadomości to również połowa sukcesu. Czasami czynności, które wykonujemy zabierają nam dużo czasu i energii, ale do niczego pozytywnego nie prowadzą. Nie mówię tutaj o naszych zobowiązaniach wobec innych, ponieważ to są inne priorytety. Przykład: chcesz mniej sprzątać, musisz mieć mniej rzeczy. Chcesz spędzać mniej czasu na zakupach, musisz tworzyć menu i listę zakupów. Możesz skorzystać z mojego pomysłu na budżet spożywczy, więcej tutaj: Budżet spożywczy – 1000 zł na jedzenie

10. Czy jest jakaś ważna sprawa w Twoim życiu, którą zaniedbujesz?

Coś Cię hamuje – być może strach albo niechęć. Wiesz, że to ważne, ale szkoda Ci pieniędzy lub czasu. Mimo to ciągle o tym myślisz, martwisz się tym. To może być wszystko – coś związanego ze zdrowiem, innymi ludźmi, pracą lub naszym życiem. Podejmij kroki w kierunku zajęcia się ta sprawą i poczuj moc, kiedy już ją pokonasz.

Otwórz zeszyt lub włącz aplikacje w telefonie i odpowiedz na te pytania. Poświęć na to trochę czasu i uwagi, szczerość z samym sobą się opłaca 🙂

xoxo,

Monn Iza

Jedyny warunek jaki musisz spełnić, aby być szczęśliwym*

Najczęściej szukamy szczęścia na zewnątrz. Uzależniamy je od stanu konta, zawartości szafy, związków, działań innych ludzi, awansu w pracy, wykształcenia i wielu innych czynników, na które często nie mamy wpływu.

Tymczasem, jest tylko jeden warunek jaki musisz spełnić, aby być szczęśliwym.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

Musisz chcieć.

Postarać się o to. Mieć dużo wewnętrznego samozaparcia. Zaakceptować to, co to szczęście ze sobą niesie. Ponieważ szczęście to praca, proces, wybór. W każdej sytuacji masz wybór czy wykonasz pracę, aby pozostać szczęśliwym.

*Oczywiście mówię tu o sytuacji kiedy w naszym życiu dzieje się ogólnie dobrze, ale znajdujemy powody do narzekania. W niektórych sytuacjach same chęci nie wystarczą. Jeśli czujesz, że mimo Twojej szczerej chęci i pracy nad sobą nie potrafisz być szczęśliwy – poszukaj pomocy. Psychiatra to lekarz jak każdy inny, psycholog to lekarz duszy. Zawsze będę promować profesjonalną pomoc bo wiem jak to podnosi jakość życia. Unikając pomocy zabierasz sobie szansę na szczęście.

Czym jest szczęście? Szczęście jest subiektywne. Myślę, że każdy może zdefiniować je inaczej. Ja uważam, że bycie wdzięcznym to szczęście, ponieważ mając za co być wdzięcznym już mamy dużo. Skupianie się na dobrych chwilach to szczęście. Możliwość spełniania swoich marzeń i uczucie satysfakcji kiedy nam się to uda to szczęście. Naprawdę slogany o tym, że życie składa się z tych dobrych momentów nie jest banałem powtarzanym bez powodu. Tak jest i kropka. Ważne, żeby nie oczekiwać od siebie ani od życia, aby było fajnie i bezproblemowo cały czas, tylko zaakceptować te doły i góry. Płaski krajobraz nie jest zbyt ciekawy 😉

Czasami łatwo jest być niezadowolonym, o wiele łatwiej niż szczęśliwym. Niezadowolenie jest jak płynięcie z prądem, szczęście natomiast to praca i wysiłek. Jednak to pierwsze wywołuje uczucie braku kontroli nad życiem. Płyniemy tam, gdzie nas zniesie, nie decydujemy o naszej destynacji. Z jednej strony chcemy być szczęśliwi, spełnić marzenia, dojść do celu, ale nie chcemy się przy tym napracować. Myślę, że między innymi dlatego ja sama kiedyś uważałam, że bycie nieszczęśliwą to po prostu mój jedyny wybór, że nie ma innej drogi. Podświadomie wiedziałam, że muszę włożyć wysiłek w to, aby coś zmienić. Po pierwsze nie bardzo wiedziałam jak to zrobić, po drugie musiałam opuścić tą słynną strefę komfortu. Pójść na terapię, opowiedzieć tam historie, których nie chciałam wypuszczać na światło dzienne. Jednak wysiłek się opłacił, teraz będąc po drugiej stronie wiem to na pewno. Dostałam narzędzia do tego aby móc być szczęśliwym człowiekiem 🙂

Może coś Ci przeszkadza w pracy nad szczęściem? Poczytaj tu o znieszktałceniach poznawczych: https://monn-iza.com/2019/03/24/psychologia-znieksztalcenia-poznawcze-i-ich-wplyw-na-nasze-zycie/

Zastanawiasz się nad terapią, ale nie jesteś przekonany? Poczytaj tu o faktach i mitach na temat terapii: https://monn-iza.com/2019/06/16/psychoterapia-fakty-i-mity/

A może boisz się być szczęśliwy? Zapraszam: https://monn-iza.com/2019/06/09/boisz-sie-byc-szczesliwy/

xoxo,

Monn Iza

Budżet spożywczy – 1000 zł na jedzenie

Po Projekcie 1000 zł przyszedł czas na kolejne narzędzie do panowania nad swoimi finansami, a konkretnie nad wydatkami na jedzenie.

O co w tym chodzi? Zasada jest bardzo prosta – ustalamy kwotę, którą możemy wydać na jedzenie w danym miesiącu. Aby ładnie pasowało nam do projektu 1000 zł, uznałam, że przedstawię wam nasz osobisty: Budżet 1000 zł na jedzenie, inaczej zwany budżetem spożywczym.

Nasze główne zasady

  • Kupujemy tylko to co zjemy, czyli to z czego będziemy gotować obiad + produkty na śniadania i kolacje, przekąski
  • Gotujemy na dwa dni, oprócz soboty
  • W poniedziałek jemy to samo co w niedziele, następnie po obiedzie idziemy do sklepu z listą, której się trzymamy
  • We wtorek gotujemy zupę na dwa dni
  • W środę wieczorem lub czwartek rano gotujemy obiad na czwartek i piątek
  • W sobotę gotujemy tylko na sobotę, coś łatwego i szybkiego np. Naleśniki albo sałatkę
  • Na zakupy na cały tydzień możemy przeznaczyć max. 250 zł (co przy naszej dwójce jest jak najbardziej wystarczające)

Ponieważ w poniedziałek jemy to co mamy, nie chodzimy na zakupy głodni i nie musimy jeszcze na szybko robić obiadu przed zakupami. We wtorek gotujemy zupę, bo jest szybko, ale też jedzenie zup jest zdrowe 🙂

Zakupy robimy w sklepie, który mamy bardzo blisko, więc nie marnujemy czasu i paliwa. Listę zakupów robimy według kolejności półek w sklepie. Myślę, że to dobry sposób na ograniczenie pokus czyhających w sklepie. Robiąc zakupy w jednym sklepie i znając jego topografię nie błądzimy wśród półek wrzucając do koszyka przypadkowe produkty, które specjaliści umieścili na wysokości naszego wzroku, albo co gorsza w koszach, żebyśmy mieli poczucie, że wyszukaliśmy coś wyjątkowego. Dodatkowo jesteśmy w sklepie raz w tygodniu co mocno ogranicza możliwość kupowania bzdurek przy okazji kupowania niezbędnych artykułów. Kto z nas nie miał nigdy sytuacji, kiedy poszedł do sklepu po bułki, a wyszedł z pełną reklamówką i rachunkiem na 50 zł?

Jak się zabrać do stworzenia takiego budżetu?

Myślę, że pomocne będzie monitorowanie zakupów miesiąc przed, spisywanie wszystkich wydatków na jedzenie, zbieranie paragonów i analiza. Ja robiłam coś takiego dwa lata temu oraz w zeszłym roku, więc mniej więcej wiedziałam ile wydajemy na jedzenie. Ustalamy kwotę realną, nie za dużą i nie za małą. Jest to bardzo indywidualna sprawa, dlatego podaje wam nasz przykład – dwójki dorosłych, pracujących ludzi, którzy lubią gotować w domu. Jeśli chcecie uwzględnić w tym budżecie np. 5-osobową rodzinę, wiadomo, że kwota będzie wyższa. Następnie wybieramy dzień zakupów, dogodny dla nas. Przed zakupami (najlepiej dzień wcześniej, na spokojnie) komponujemy menu na cały tydzień oraz listę zakupów. Bardzo ważne: do sklepu zabieramy gotówkę, jeśli chcemy wydać więcej, wtedy automatycznie pomniejszamy nasz budżet na kolejne zakupy. Podczas zakupów liczymy wartość tego co już mamy w koszyku, aby nie przekroczyć kwoty, którą mamy ustaloną. Wydatki na jedzenie na mieście nie mieszczą się w tym budżecie, na to już musicie wykombinować inne fundusze 😉

Dla chętnych – polecam zrobić spis tego co już macie I na tej podstawie komponować pierwsze menu, tak aby wykorzystać w pierwszej kolejności to co już mamy w domu 😉

Plusy ustalonego z góry budżetu na jedzenie:

  • kontrolujemy nasze wydatki
  • unikamy marnowania jedzenie
  • unikamy sytuacji, w której lodówka jest pusta, my nie mamy pomysłu i wydajemy pieniądze na jedzenie na wynos
  • kupując według listy nie kupujemy zbędnych produktów
  • to co nam zostanie z naszego budżetu możemy odłożyć na konto oszczędnościowe albo w nagrodę zrobić wieczór pizzy i odpuścić gotowanie w tym dniu (małe radości też są ważne)

Podzielcie się w komentarzach czy ten pomysł wam się podoba i czy macie zamiar podjąć wyzwanie! Powodzenia 🙂

xoxo,

Monn Iza

„Królowa oszczędzania” Cait Flanders – moja recenzja

Ostatnio wpadła mi w oko gdzieś na internetach książka blogerki Cait Flanders pt. Królowa Oszczędzania. Mój rok bez zakupów (marketing działa 😉 ) Jako, że temat oszczędzania jest dla mnie ważny i lubię się inspirować innymi w tym właśnie temacie postanowiłam kupić tą książkę w formie e-booka (najtańsza opcja).

Zabrałam się za nią od razu jak tylko ją pobrałam na telefon. Lekko mi się ją czytało. Autorka opisuje dużo zdarzeń z własnego życia, oczywiście mniej lub bardziej związanych z tematem oszczędzania, jednak miałam wrażenie, że sam temat zakazu robienia zakupów przez rok mógłby zająć jakieś 15 stron. Nie krytykuje, rozumiem, że autorka czuła potrzebę napisania kontekstu do całej sytuacji, opisania swojego życia, walki z innymi złymi nawykami.

Cait Flanders zaczęła kilka lat temu pisać bloga na temat oszczędzania i spłacania kredytów w oparciu o własne doświadczenia. Jej blog miał sporo czytelników, coś jednak ją martwiło. Mimo, że udało jej się spłacić długi, nie potrafiła zacząć oszczędzać tak jak tego chciała. Jej marzeniem było podróżowanie, ale nie mogła sobie na to pozwolić finansowo. Postanowiła zrobić coś, co pomoże jej w jednym i drugim – podjęła wyzwanie zakazu zakupów. Zakaz obejmował w jej przypadku: kawę na wynos, ubrania, buty, akcesoria, książki, notatniki, magazyny, akcesoria do domu (dekoracje, meble itp.) oraz sprzęty elektroniczne. Pozostałe rzeczy mogła kupować kiedy się skończyły (np. kosmetyki, środki czystości itp.). Mogła również kupować prezenty dla innych oraz kilka rzeczy, które wprowadziła na specjalną listę, ponieważ wiedziała, że będzie musiała kupić np. buty czy nowe łóżko.

Przez 12 miesięcy Cait udało się powstrzymać od kupowania wszystkiego co zakazane, co pozwoliło jej zaoszczędzić ok 30 % swoich rocznych zarobków.

Prawie 20 % przeznaczyła na podróżowanie, czyli spełnianie marzeń. Zaczęła jednak od oczyszczenia swojego mieszkania ze zbędnych rzeczy, nie wyobrażała sobie walki z własnym konsumpcjonizmem z zagraconego mieszkania. Czuła, ze musi uporządkować swoją przestrzeń i zacząć na świeżo. Ponieważ nie mogła zapełnić mieszkania kolejnymi zbędnymi przedmiotami, udało jej się utrzymać stan posiadania na poziomie około 30% tego co miała przed rozpoczęciem tego eksperymentu.

Z czym musiała się zmierzyć przy tym eksperymencie? Przede wszystkim z SIŁĄ NAWYKU. Na początku pierwsze o czym myślała rano to kawa na wynos, ta jednak znajdowała się na zakazanej liście, ponieważ była zdecydowanie zbędnym wydatkiem. Kiedy widziała książki na wyprzedaży – chciała je mieć, mimo, że miała jeszcze dużo nieprzeczytanych w posiadaniu. Odkryła swoje wyzwalacze, dlatego wypisała się z każdego newslettera, przestała obserwować w social mediach tych, którzy reklamowali produkty, na które mogła się skusić.

Po drugie z reakcją innych ludzi – niektórzy traktowali ją ja dziwaczkę, bali się rozmawiać przy niej o tym co kupili lub namawiali na wspólne zakupy. Zachowywali się tak jakby zakupy stanowiły podstawę ich znajomości i kiedy ich zabrakło czuli się niekomfortowo. Zweryfikowało to jej znajomości, tak jak wcześniej rzucenie picia.

Co zyskała? Na pewno dużo więcej niż tylko pieniądze. Stała się bardziej świadoma swoich mechanizmów – zrozumiała dlaczego kupowała pewne rzeczy. Dzięki jej książce zrozumiałam dlaczego ja kupuje określone rzeczy, ale o tym w niedzielnym wpisie 🙂 Zmniejszenie miesięcznych wydatków pozwoliło jej także na odejście z pracy, która nie dawała jej już satysfakcji i rozpoczęcia pracy na własny rachunek. Stała się też bardziej świadomym konsumentem, kiedy kupowała coś rzadko, naprawdę zastanawiała się nad jakością czy pochodzeniem danego produktu. Jest różnica, kiedy możesz sobie kupić jeden nowy ciuch vs kiedy na wyprzedaży kupujesz ich 10, bo potem może nie być. Przy jednym wyjściu do sklepu. Zaraz po wypłacie.

Na końcu książki autorka daje wskazówki co musisz zrobić, jeśli chcesz podjąć własne wyzwanie „bez zakupów” – myślę, że zastosowanie nawet połowy z nich może dużo zmienić w życiu jako konsumenta.

Myślę, ze Cait zainspirowała mnie do wprowadzeniu kilku zmian w moim życiu, którymi na pewno się z wami podzielę tutaj na blogu, także zaglądajcie regularnie!! 🙂

xoxo

Monn Iza

Psychoterapia: fakty i mity

Nigdy nie wstydziłam się tego, że chodzę na terapię. Nie trafiłam tam, bo zrobiłam coś złego. Szukałam pomocy i ją znalazłam, uważam to za największy sukces. Teraz kiedy już jestem blisko zakończenia terapii postanowiłam wrzucić wpis o faktach i mitach, które krążą na jej temat. Nikogo nie można zmusić do tego, aby udał się na terapię, jednak jeśli się wahasz, mam nadzieję, że tym wpisem przekonam Cię do podjęcia tego wyzwania.

Fakty

  1. Psychoterapia nie ma z góry założonej daty zakończenia. Wszystko jest bardzo indywidualne. Jak zaczynałam, nie mogłam sobie nawet wyobrazić jej zakończenia, myślałam, że mój umysł jest tak splątany, że będę chodzić na terapię pewnie z 10 lat. To było 3 lata temu 🙂 Jednak nie zakładaj, że Tobie to zajmie 3 miesiące, bo może się okazać, że zajmie to kilka lat. To nie jest coś, co można odbębnić szybko i iść dalej. To musi być Twój priorytet, musisz być gotowy, aby poświęcić temu czas i zaangażowanie.
  2. Psychoterapia może być bezpłatna, poszukajcie np. Poradni Zdrowia Psychicznego lub ośrodka, który zajmuje się terapią uzależnień, ponieważ tam zazwyczaj mają też terapię dla DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Chodzi o osobę, na którą traficie, nie o to czy zapłacicie za terapię miliony monet. Jeśli chodzisz na terapie prywatnie zadbaj o to, byś mógł chodzić na nią regularnie, nie wtedy kiedy będzie Cię stać.
  3. Terapia polega na pracy nad sobą. Nie jest gotową pigułką – zażywam i jest lepiej. Jeśli nie jesteś gotowy na to, aby włożyć wysiłek w terapię to nie ma sensu żebyś ją zaczynał, bo nikt nie wykona tej pracy za Ciebie. Nagrodą jest życie jakościowo lepsze o nawet 100%.
  4. Na terapii usłyszysz prawdę, nawet tą najbardziej bolesną i niewygodną. Terapia to nie rozmowa z koleżanką przy kawie, która trochę podkoloryzuje, abyś poczuł się lepiej. Dobry terapeuta przekaże Ci fakty, tak abyś mógł się rozwijać, iść dalej, przestał się oszukiwać. Często tkwimy w jednymi punkcie z własnej winy, wolimy się oszukiwać. Przykład: jesteśmy w toksycznym związku, ale boimy się samotności, więc wymyślamy powody, dla których powinniśmy dalej być z tą osobą. Tymczasem nie ma półśrodków i terapia to własnie uświadomienie sobie pewnych prawd, m.in. tego, że nie zmienimy drugiej osoby, jeśli ona nie będzie chciała się zmienić. Mamy wpływ na swoje działania, możemy pewne zachowania zaakceptować lub odejść. Ucząc się tego możemy uratować siebie, ale nie innych. Każdy jest odpowiedzialny za swoje szczęście.
  5. Psychoterapia to nadanie kierunku, nie przejęcie sterów. Nikt nie powie Ci jak masz żyć (chyba, że jakiś oszust), jedynie pomoże Ci zrozumieć jak funkcjonujesz, Twoje mechanizmy, schematy, błędy i zniekształcenia poznawcze.

Mity

  1. Psychoterapia jest tylko dla psychicznie chorych. N I E. Osoby z poważnymi zaburzeniami psychicznymi wymagają nieco więcej działań w kierunku wyzdrowienia niż sama psychoterapia. Stygmatyzowanie kogokolwiek ze względu na stan psychiczny jest dla mnie strasznie wkurzające. Wiadomo, że nie każdy problem wymaga terapii, są ludzie, którzy nie przeżyli traum i doskonale radzą w sobie w życiu. Jednak jeśli czujesz, że Ty sobie nie radzisz, wiesz, że w Twoim życiu wydarzyło się coś co ma negatywny wpływ na Ciebie teraz – poszukaj pomocy. Nie wstydź się, bo Ci co będą Cię oceniać pozostaną w miejscu, a Ty pójdziesz do przodu w kierunku lepszego życia.
  2. Psychoterapia jest dla słabych i nieudolnych. Nic bardziej mylnego. Psychoterapia jest dla k a ż d e g o, kto czuje, że jego problemy go przerastają. Nie ma w tym nic ze słabości lub nieudolności. Pójście na terapię wymaga odwagi. Spotkania na żywo z uczuciami, wspomnieniami i traumami, które najchętniej zakopałbyś głęboko w podświadomości. Wypuszczenie ich na światło dzienne, aby móc się z nimi zmierzyć można porównać do stanięcia na arenie do walki z wielkim potworem. Do pokonania go potrzeba siły i odwagi, dlatego uważam, ze każdy kto się za to zabiera jest BOHATEREM. Swoim własnym superbohaterem. Ostatecznie potwór maleje i znika, a Ty zostajesz silniejszy niż kiedykolwiek.
  3. Psychoterapia to leżenie na kanapie i opowiadanie o swoim życiu, aby w rezultacie usłyszeć tylko „jak się z tym czujesz?” i nic więcej. Terapia to praca nad sobą, zadania domowe, praca w podświadomości. Pytanie „jak się z tym czujesz” są i stanowią ważny element terapii. Jednak jeśli Twój terapeuta nic więcej nie mówi – uciekaj od niego 🙂
  4. Na terapii nie mogę być szczery, bo terapeuta będzie mnie oceniał. Musisz być szczery, bo jak inaczej psycholog ma Ci pomóc? Manipulując prawdą niczego nie osiągniesz, oprócz tego, że terapia Ci nie pomoże. To jest miejsce gdzie powinieneś czuć, że możesz powiedzieć wszystko bez bycia ocenionym, wyśmianym. Nie mówię tutaj o informacjach zwrotnych, tylko o bezproduktywnej krytyce. na terapii to nie powinno mieć miejsca.
  5. Terapia ma tylko jedną formę – rozmowę. To wszystko jest kwestia tego czego poszukujesz. Terapia to też wizualizacja, przelewanie słów na papier, rozwiązywanie testów, aby poznać siebie lepiej. Terapia poprzez ruch, sztukę, pasję – to też formy terapii. Wszystko co pomoże Ci lepiej i zdrowiej funkcjonować jest terapią, nawet spacer z psem, kiedy masz chwilę na to, aby pobyć ze swoimi myślami.

xoxo,

Monn Iza