Aplikacje, które pomogą Ci zbudować dobre nawyki

Większość z nas korzysta z telefonu codziennie, często dla rozrywki lub scrollowania social – mediów. Dlaczego by więc nie wykorzystać tego urządzenia do zbudowania dobrych nawyków? Przychodzę dzisiaj do was z propozycjami kilku aplikacji na telefon, które idealnie się do tego nadają.

Dla tych, którzy piją za mało. Wody, oczywiście! 😊 – aplikacja Pij wodę, do ściągnięcia tutaj: https://play.google.com/store/apps/details?id=com.drink.water.reminder.alarm.tracker&hl=pl

Wszyscy wiemy, że nawadnianie organizmu jest najważniejsze. W momencie kiedy czujemy pragnienie, to tak naprawdę już jesteśmy odwodnieni. Ta apka pomoże Ci w budowaniu nawyku regularnego nawadniania poprzez wyskakujące przypomnienia. Najpierw wypełniasz swoje dane i na ich podstawie aplikacja oblicza Twoje zapotrzebowanie na wodę. Możesz je także zmienić ręcznie, ja tak zrobiłam, ponieważ uznałam, że zacznę od regularnego picia 2 litrów płynów. Każdy napój procentowo zwiększa Twoje nawodnienie, jest możliwość wprowadzenia również swoich pozycji. Im więcej dni kiedy osiągniemy 100% tym lepiej dla naszego zdrowia! 😊

Aplikacja, która pomaga kontrolować budowanie nawyków – Nawyki. Ponieważ każdy z nas wie, że regularność jest kluczowa przy wprowadzaniu nowych nawyków. Życie nie znosi pustki i nie możemy po prostu wyeliminować nawyku, ponieważ nowy pojawi się w jego miejscu. Warto mieć nad tym kontrolę. W tej aplikacji wprowadzasz każdy nawyk, który chcesz w sobie wyrobić, a następnie ustalasz częstotliwość – czy to ma być codziennie, a może trzy razy w tygodniu? Zaznaczaj za każdym razem kiedy uda Ci się wykonać zadanie. Sprawdzając wykresy możesz kontrolować swoje postępy. Po kilku tygodniach zobaczysz, że pewne nawyki stały się codziennością. Link do aplikacji: https://play.google.com/store/apps/details?id=org.isoron.uhabits&hl=pl

Inne moje wpisy o tematyce nawyków:

Dla tych, którzy chcą schudnąć – Kontroluj swoją masę ciała: https://play.google.com/store/apps/details?id=monitoryourweight.bustan.net&hl=pl

Aplikacji pomagających w odchudzaniu jest mnóstwo i żadna nie schudnie za nas. Warto jednak mieć kontrolę nad procesem odchudzania, a ta apka pokazuje wszystko dokładnie. Po wprowadzeniu wagi (najlepiej raz w tygodniu, nie częściej), pokaże postępy, a to zawsze motywuje. Kolejna, znana pewnie każdemu, kto próbuje zmienić swoją wagę, czyli Fitatu https://play.google.com/store/apps/details?id=com.fitatu.tracker&hl=pl. Ta aplikacja z kolei pozwala na wprowadzanie każdego posiłku (ma dosyć dużą bazę produktów, można je też wprowadzić samodzielnie). Ważne, aby zapotrzebowanie kaloryczne oraz na makroskładniki skonsultować z lekarzem, dietetykiem lub certyfikowanym trenerem personalnym. Po wprowadzeniu wszystkich danych możemy kontrolować spożycie kalorii oraz procentowe rozłożenie makroskładników w naszej codziennej diecie. To bardzo ważne, ponieważ jedynym sprawdzonym sposobem na schudnięcie jest deficyt kaloryczny, jednak musi on być dla nas odpowiedni – zbyt mało kalorii spowoduje szkody w naszym organizmie, zbyt dużo nie da nam pożądanego efektu. Dlatego żadna aplikacja nie zastąpi wam specjalisty! Pomoże wam jednak monitorować proces odchudzania, tak aby był on najzdrowszy i efektywny.

Od początku na tym blogu próbujemy razem ogarnąć finanse – polecam wam do pomocy w tym temacie – Money Manager, aplikacje, która pokaże wam, gdzie się podziały wasze pieniądze. Do ściągnięcia tutaj: https://play.google.com/store/apps/details?id=money.expense.budget.wallet.manager.track.finance.tracker&hl=pl.

W ostatnim roku próbowałam kilka aplikacji do śledzenia wydatków i muszę przyznać, że ta jest według mnie najlepsza pod względem obsługi. Wprowadzam przychód, następnie każdy wydatek i mam czarno na białym, na co ile wydaje. Mogę zobaczyć statystyki z każdego miesiąca, ponieważ każdy wydatek przypisuje do konkretnej kategorii. Dzięki temu wiem, ile wydałam na ubrania, podróże, kosmetyki, jedzenie, mieszkanie itp.

Mam nadzieję, że któraś z tych aplikacji pomoże wam w budowaniu dobrych nawyków, tak abyście mogli budować lepsze życie dla siebie każdego dnia! 🙂

xoxo,

Monn Iza

Pokaż mi co kupujesz, a powiem Ci jak chcesz żyć

Poruszałam już temat zakupów w odniesieniu do finansów, między innymi tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/22/ogarniamy-zycie-jak-wydawac-mniej-na-zakupach/. Jakiś czas temu trafiłam na książkę, która zainspirowała mnie do tego wpisu: https://monn-iza.com/2019/06/19/krolowa-oszczedzania-cait-flanders-moja-mini-recenzja/. Po przeczytaniu jej zaczęłam się zastanawiać nad motywami, które mną kierują podczas kupowania.

Dlaczego w ogóle robimy zakupy?

  1. Aby zaspokoić podstawowe potrzeby np. jedzenie, ubrania, dach nad głową, opał, leki itp.
  2. Dla rozrywki, aby poprawić sobie samopoczucie.
  3. Dla rozwoju osobistego, mentalnego i fizycznego.
  4. Żeby się dopasować do społeczeństwa, nie być gorszym od innych.
  5. Dla innych – prezenty, podarunki.

Pomijając artykuły pierwszej potrzeby, reszty moglibyśmy nie kupować. Jednak potrzeby psychiczne są równie ważne, dlatego kupujemy także te rzeczy, bez których moglibyśmy przeżyć, jednak spełniają jakąś funkcję w naszym życiu. Przykład? Książki, kosmetyki, bilety na koncert itp.

Przyglądając się swoim impulsywnym zakupom zaczęłam się zastanawiać – co skłoniło mnie do kupna piątego zeszytu/notatnika/dziennika? Dlaczego kupuje tyle ubrań? Co kryje się za kupnem kolejnego kosmetyku? Kupuję, bo chcę być jakaś. Kupuje rzeczy dla nieistniejącej wersji mnie, tej lepszej w moim mniemaniu. Kogoś kto jest taki, jak ja chciałabym być. Realizuję to poprzez kupowanie, a nie poprzez działanie. Dlatego sytuacja się nie zmienia, moje samopoczucie pozostaje takie samo. Zmienia się na chwilę po zakupie, kiedy jeszcze mam nadzieję, że ten konkretny przedmiot na pewno odmieni coś w moim życiu. Jednak to nie przedmioty zmieniają nasze życie, tylko MY SAMI.

Przykład zeszytów i planerów – kupuje je, bo chce być bardziej zorganizowana, mieć plan dnia, trzymać się jakichś zasad aby zwiększyć produktywność. Jednak to nie zeszyt stanowi dla mnie wyzwanie, tylko to co powinnam tam umieścić. Wystarczyłby jeden, zapełniony i używany.

Kupuje ubrania ponieważ lubię to robić, lubię wyglądać dobrze. Jednak dlaczego wciąż kupuje kolejne ubrania, a dalej jestem niezadowolona? Wiąże się to tylko i wyłącznie z brakiem akceptacji własnego wyglądu. I wiem, że od tego muszę zacząć. Żaden „ciuch” nie spowoduje, że poczuje się lepiej na dłuższą metę, wszystko jest w głowie i to tam trzeba zacząć rewolucję.

Kosmetyki także mogą odzwierciedlać kompleksy i niepewności. Ukrywanie największych kompleksów pod warstwą makijażu pomaga, ale także na krótką metę podobnie jak ubrania.

Nasze nawyki zakupowe mogą nam wskazać obszary nad którymi potrzebujemy popracować. Kompleksy, które musimy wyeliminować, albo poprzez pracę nad sobą, albo poprzez akceptację. Pokazują nam one także jaką wersją siebie chcielibyśmy być i na ich podstawie możemy stworzyć jakiś plan, a potem zacząć działać. Nie tylko kupować i odkładać na półkę, nie zmieniając nic.

Zastanów się – co kupujesz kompulsywnie, a potem odkładasz na półkę? Może masz 5 par butów do biegania, ale nie biegasz? Albo na twoich półkach jest już 30 książek kucharskich, ale gotujesz ciągle to, co już znasz? Jeśli utknąłeś na etapie kupowania i przyniesienia do domu, MUSISZ STWORZYĆ PLAN DZIAŁANIA. Warto wady (czyli w tym przypadku kupowanie nadmiernej ilości rzeczy) przekuwać w narzędzia do rozwoju. Bez planu raczej nie uda nam się wiele zdziałać. Dlatego po etapie pierwszym,czyli rozpoznaniu swoich wzorców kupowania, wdrażamy etap drugi – planowanie działania. Następnie, zaczynając od podstaw działamy w kierunku realizacji planu. Trzeba zacząć korzystać z tego co już kupiliśmy! Kto zaczyna wyzwanie ze mną? 🙂

Miłej niedzieli,

xoxo

Monn Iza

Pieniądze – dają szczęście czy nie?

Troszkę prowokacyjnie dzisiaj, ponieważ tak naprawdę każdy powie oficjalnie, że oczywiście pieniądze nie są najważniejsze i nie dają szczęścia. A potem doda, że mimo wszystko wolałby płakać w Porsche 😜

O pieniądzach wolimy nie rozmawiać. Są tematem tabu, bo większość z nas uważa, że ma ich za mało, szczególnie kiedy wyrywamy coś z kontekstu i porównujemy się do innych. Pozory mylą, a czyjeś życie pokazane w mediach społecznościowych nie pokazuje tego, jak ta osoba żyje na co dzień.

Wiecie, że ja wierze w to, że szczęście to stan umysłu, zależy od naszego podejścia do życia (oraz biochemii mózgu, ale zakładamy, że z tym jest dobrze) i jest kwestią wyboru.

To jak to jest z tymi pieniędzmi? Dają szczęście czy nie?

Same w sobie na pewno nie. Ponieważ możemy je mieć, ale użytkować w zły sposób i nie pomogą nam one w dążeniu do szczęścia. Pieniądze roztrwonione na chwilowe przyjemności nie dadzą nam długofalowego szczęścia. Przedmioty szybko przestają dawać nam szczęście. Powiedzenie, że pieniądze dają szczęście, tylko trzeba wiedzieć gdzie kupować jest na pozór zabawne, ale ma drugie dno. Ponieważ nie ma takiej możliwość, żeby przedmiot zmienił nasze podejście do życia! Przedmiot może nam życie ułatwić, może podnieść jego jakość, stanowić element użytkowy lub cieszyć oko. Jednak to nie on steruje naszym myśleniem, tylko my.

Co więc dają pieniądze? Pieniądze dają komfort i spokój umysłu. Bez tego ciężko o szczęście. Kiedy martwimy się o podstawowe rzeczy jak zapewnienie sobie dachu nad głową, kupno jedzenia czy dostęp do opieki medycznej trudno nam zachować pozytywne podejście do życia. Kiedy mamy na tyle pieniędzy, aby te podstawowe potrzeby sobie zapewnić, reszta jest już kwestią wyboru. Myślę, że jeśli czytacie ten wpis – na telefonie, komputerze, tablecie – to znaczy, że podstawowe potrzeby macie zapewnione plus dodatkowe jak posiadanie sprzętu elektronicznego i dostęp do internetu. Nie będę przytaczać statystyk, każdy kto czyta lub ogląda wiadomości wie, że są ludzie na tej planecie, którzy nie mają zapewnionego dostępu do podstawowych artykułów. Ich „wina” polega często na tym, że w takich warunkach przyszli na świat. Być może są oni bardziej szczęśliwi od niejednego milionera. Dlatego, że uzależnianie szczęścia od ilości posiadanych przedmiotów zawsze doprowadzi do nieszczęścia. Bo zawsze znajdzie się coś czego jeszcze nie mamy i bez tego będziemy nieszczęśliwi.

Gdyby nasze podejście do kupowania zmienić z „kupuję, bo chce być szczęśliwa” na „jestem szczęśliwy i zadowolony, jednak ten przedmiot jest mi potrzebny do (i tu konkretny argument)”, na pewno kupowalibyśmy mniej, a przedmioty otaczające nas miałyby dla nas znaczenie i sens.

Jeśli wasz budżet jest ograniczony to najważniejsze jest określenie priorytetów. I wdzięczność za to co się ma, zamiast frustracji z powodu tego, że czegoś nie mamy. Bardzo Ci na czymś zależy? Uczyń to priorytetem! W życiu i budżecie. Nie zamartwiaj się tym, że z czegoś innego będziesz musiał zrezygnować, bo prowadzi to do życia w poczuciu niedostatku. Nawet jeśli jest się otoczonym przez przedmioty, które jeszcze do niedawna były tym „jedynym czymś” potrzebnym do szczęścia, brakującym elementem w naszym życiu.

Ruch minimalizmu wziął się m.in. właśnie z tej świadomości, że to nie przedmioty dają szczęście. Jak długo cieszy was nowy przedmiot? Godzinę, tydzień, miesiąc? To uczucie radości i szczęścia po nabyciu nowego przedmiotu ma z góry określoną datę ważności. Jeśli opieramy się tylko na tym, zaczynamy kupować coraz więcej i więcej. Podczas zakupów (a nawet przed!) dopamina działa na nasz mózg powodując efekt natychmiastowej nagrody, który często mylony jest ze szczęściem. Pewnego dnia budzimy się otoczeni przedmiotami, ale w depresji. Długofalowe szczęście zamieniliśmy na serię małych, trwających chwilę radości.

Moja odpowiedź brzmi – same w sobie pieniądze nie tylko nie dają szczęścia, ale mogą doprowadzić nas do nieszczęścia. Przy odpowiednim nastawieniu do życia, wdzięczności do tego co się ma i uświadomieniu sobie, że kupowanie nie zapewni nam szczęścia – pieniądze mogą być narzędziem do spełniania marzeń, zapewniania sobie dobrej jakości życia oraz pomagania tym w potrzebie.

Kolejne wpisy w temacie kupowania i pieniędzy już niedługo!

xoxo,

Monn Iza

„Królowa oszczędzania” Cait Flanders – moja recenzja

Ostatnio wpadła mi w oko gdzieś na internetach książka blogerki Cait Flanders pt. Królowa Oszczędzania. Mój rok bez zakupów (marketing działa 😉 ) Jako, że temat oszczędzania jest dla mnie ważny i lubię się inspirować innymi w tym właśnie temacie postanowiłam kupić tą książkę w formie e-booka (najtańsza opcja).

Zabrałam się za nią od razu jak tylko ją pobrałam na telefon. Lekko mi się ją czytało. Autorka opisuje dużo zdarzeń z własnego życia, oczywiście mniej lub bardziej związanych z tematem oszczędzania, jednak miałam wrażenie, że sam temat zakazu robienia zakupów przez rok mógłby zająć jakieś 15 stron. Nie krytykuje, rozumiem, że autorka czuła potrzebę napisania kontekstu do całej sytuacji, opisania swojego życia, walki z innymi złymi nawykami.

Cait Flanders zaczęła kilka lat temu pisać bloga na temat oszczędzania i spłacania kredytów w oparciu o własne doświadczenia. Jej blog miał sporo czytelników, coś jednak ją martwiło. Mimo, że udało jej się spłacić długi, nie potrafiła zacząć oszczędzać tak jak tego chciała. Jej marzeniem było podróżowanie, ale nie mogła sobie na to pozwolić finansowo. Postanowiła zrobić coś, co pomoże jej w jednym i drugim – podjęła wyzwanie zakazu zakupów. Zakaz obejmował w jej przypadku: kawę na wynos, ubrania, buty, akcesoria, książki, notatniki, magazyny, akcesoria do domu (dekoracje, meble itp.) oraz sprzęty elektroniczne. Pozostałe rzeczy mogła kupować kiedy się skończyły (np. kosmetyki, środki czystości itp.). Mogła również kupować prezenty dla innych oraz kilka rzeczy, które wprowadziła na specjalną listę, ponieważ wiedziała, że będzie musiała kupić np. buty czy nowe łóżko.

Przez 12 miesięcy Cait udało się powstrzymać od kupowania wszystkiego co zakazane, co pozwoliło jej zaoszczędzić ok 30 % swoich rocznych zarobków.

Prawie 20 % przeznaczyła na podróżowanie, czyli spełnianie marzeń. Zaczęła jednak od oczyszczenia swojego mieszkania ze zbędnych rzeczy, nie wyobrażała sobie walki z własnym konsumpcjonizmem z zagraconego mieszkania. Czuła, ze musi uporządkować swoją przestrzeń i zacząć na świeżo. Ponieważ nie mogła zapełnić mieszkania kolejnymi zbędnymi przedmiotami, udało jej się utrzymać stan posiadania na poziomie około 30% tego co miała przed rozpoczęciem tego eksperymentu.

Z czym musiała się zmierzyć przy tym eksperymencie? Przede wszystkim z SIŁĄ NAWYKU. Na początku pierwsze o czym myślała rano to kawa na wynos, ta jednak znajdowała się na zakazanej liście, ponieważ była zdecydowanie zbędnym wydatkiem. Kiedy widziała książki na wyprzedaży – chciała je mieć, mimo, że miała jeszcze dużo nieprzeczytanych w posiadaniu. Odkryła swoje wyzwalacze, dlatego wypisała się z każdego newslettera, przestała obserwować w social mediach tych, którzy reklamowali produkty, na które mogła się skusić.

Po drugie z reakcją innych ludzi – niektórzy traktowali ją ja dziwaczkę, bali się rozmawiać przy niej o tym co kupili lub namawiali na wspólne zakupy. Zachowywali się tak jakby zakupy stanowiły podstawę ich znajomości i kiedy ich zabrakło czuli się niekomfortowo. Zweryfikowało to jej znajomości, tak jak wcześniej rzucenie picia.

Co zyskała? Na pewno dużo więcej niż tylko pieniądze. Stała się bardziej świadoma swoich mechanizmów – zrozumiała dlaczego kupowała pewne rzeczy. Dzięki jej książce zrozumiałam dlaczego ja kupuje określone rzeczy, ale o tym w niedzielnym wpisie 🙂 Zmniejszenie miesięcznych wydatków pozwoliło jej także na odejście z pracy, która nie dawała jej już satysfakcji i rozpoczęcia pracy na własny rachunek. Stała się też bardziej świadomym konsumentem, kiedy kupowała coś rzadko, naprawdę zastanawiała się nad jakością czy pochodzeniem danego produktu. Jest różnica, kiedy możesz sobie kupić jeden nowy ciuch vs kiedy na wyprzedaży kupujesz ich 10, bo potem może nie być. Przy jednym wyjściu do sklepu. Zaraz po wypłacie.

Na końcu książki autorka daje wskazówki co musisz zrobić, jeśli chcesz podjąć własne wyzwanie „bez zakupów” – myślę, że zastosowanie nawet połowy z nich może dużo zmienić w życiu jako konsumenta.

Myślę, ze Cait zainspirowała mnie do wprowadzeniu kilku zmian w moim życiu, którymi na pewno się z wami podzielę tutaj na blogu, także zaglądajcie regularnie!! 🙂

xoxo

Monn Iza

Kosmetyczni ulubieńcy – wiosna 2019

Kochani!

Dzisiaj mam dla was kilka moich kosmetycznych ulubieńców 🙂 Jak zawsze polecam wam tylko to, czego sama używam i z czego jestem zadowolona 😊

Makijaż

Tusz Eveline Cosmetics Extension Volume – u mnie w wersji wodoodpornej, bo tylko taka formuła trzyma mi skręt rzęs po zalotce. Tusze na bazie wody niestety nie trzymają moich rzęs, po chwili robią się proste. Tusz ten kosztuje ok 10-12 zł, ja go kupiłam w promocji -55% w Rossmannie, więc za kilka złotych mam super tusz, którego używam codziennie i jestem zadowolona z efektów 🙂

Korektor Maybelline SuperStay 24h (mam odcień nr 3) – dla mnie dobry korektor pod oczy to must have, ponieważ mam genetycznie bardzo duże cienie pod oczami. Byłam do niego sceptycznie nastawiona, jednak okazał się być naprawdę dobry. Używając go prawidłowo możecie się spodziewać dobrych efektów. Ważne żeby pamiętać o nawilżeniu skóry pod oczami przed nałożeniem korektora i nakładaniu go gąbeczką. Następnie utrwalam go pudrem, ostatnio używam tego ⬇️⬇️⬇️

Maybelline FaceStudio setting powder – transparentny puder matujący. Spędziłam dużo czasu marząc o kultowym Laura Mercier Translusent Loose Setting Powder, więc jak zobaczyłam ten drogeryjny zamiennik od razu go wrzuciłam do koszyka. I nie zawiodłam się. Na pewno nie jest tak dobry, jak pierwowzór od Laury, ale kosztuje o wiele mniej, a to już dobry argument aby dać mu szansę. Ja jestem zadowolona. Efekt matu nie jest bardzo mocny, więc nie robi z twarzy maski, jednak spełnia swoją rolę jako puder matujący i utrwalający. Do kupienia w internecie i drogeriach za ok. 20 -25 zł.

Last but not least, podkład Pierre Rene Advanced Lift. Nie znałam wcześniej tej marki, kupiłam go w ramach eksperymentu w drogerii Natura za 50% ceny. W internetach kosztuje ok 30 zł. Lubię jego konstystencję (jest bardziej wodnisty), nie ciemnieje bardzo po nałożeniu, wręcz wtapia się w skórę. Co do efektu liftingu, hmm, myślę, że trudno by było osiągnąć taki efekt podkładem, ale mi na tym nie zależało 🙂 Mam go w odcieniu nr 5.

Pielęgnacja

O odżywce Go blonder Johna Friedy pisałam już tutaj: https://monn-iza.com/2019/05/27/wszystko-o-moich-wlosach-produkty-ktorych-uzywam/, jednak musiałam ją umieścić także w ulubieńcach, bo naprawdę wam ją polecam 🙂 Jeśli macie rozjaśnione włosy, refleksy, albo chcecie odświeżyć swój naturalny blond – ta odżywka jest dla was. Nakładam ją na wilgotne włosy i spłukuje po ok. 10 minutach. Używam jej raz w tygodniu i widzę efekty na moich włosach 😉

Peeling to bardzo ważny element w pielęgnacji skóry, bez tego wasza skóra nigdy nie będzie wyglądać naprawdę dobrze. Dove exfoliating body scrub (ja mam wersję crushed macadamia & rice milk scent) pachenie tak pięknie, że chciałoby się go zjeść. Jest to bardzo drobny peeling, idealny do wrażliwej skóry, również tej na dekolcie. Zostawia skórę odświeżoną, nawilżoną i pięknie pachnącą.

Jak wodoodporny tusz to i dobry płyn micelarny, aby się go później pozbyć 🙂 Postanowiłam dać szansę reklamowanemu Nivea MicellAIR i jestem z niego naprawdę zadowolona. Nie pozostawia na skórze nic, żadnej tłustej powłoki, a makijaż po prostu znika! Nie wiem jak to się dzieje, czy to jakaś magia, ale mam wrażenie, ze makijaż dosłownie wyparowuje z mojej twarzy. Po wstrzaśnięciu nalewam go na wacik i najpierw przykładam do powiek, następnie delikatnie pocieram do wewnątrz – i puff wodoodporny tusz znika 🙂 Podkład, cień do brwi, trwała szminka – nic nie jest mu straszne.

Ostatni w tym zestawieniu jest krem do twarzy Neutrogena Cellular Boost na noc. Lubię kosmetyki Neutrogeny, ponieważ moja skóra jest ogólnie sucha i potrzebuje czegoś co zatrzymuje w niej wodę, a Neutrogena wie jak robić kosmetyki do suchej skóry. Używam go dopiero od około tygodnia, ale jestem naprawdę zadowolona z tego jak nawilża moją skórę. Jeśli chodzi o odbudowę komórek- trudno powiedzieć, być może jakiś długofalowy rezultat będzie. Wiem na pewno, że to jakich kosmetyków używam teraz (u progu 30stki) będzie mieć wpływ na moją skórę za 10, 15 , 20 lat, więc inwestuje już teraz 🙂

Poprzedni wpis z tej serii: Kosmetyczni ulubieńcy stycznia 😊

xoxo,

Monn Iza

PMS – jak sobie z nim radzić?

Kiedyś nie znałam określenia PMS (Premenstrual syndrome) , a polski skrót ZNP (zespół napięcia przedmiesiączkowego) kojarzył mi się tylko że Związkiem Nauczycielstwa Polskiego 😁 Niestety jak większość kobiet wiem teraz aż za dobrze co to jest PMS i co potrafi zrobić z nami kilka dni przed okresem.

Wiemy dzięki różnym badaniom, że rządzi nami nie tylko nasz świadomy i podświadomy umysł, ale także czynniki biologiczne, takie jak hormony. Grają one główną rolę w naszym cyklu – w zależności od fazy ich stężenie w organizmie się zmienia. W zasadzie od ich stężenia zależy to jak się czujemy i to co się dzieje w naszym ciele. PMS to nic innego jak zaburzenie równowagi hormonów – estrogen rośnie podczas gdy progesteron drastycznie spada. Według niektórych teorii objawy PMS-u obejmują ok. 300! (żeprzepraszamile?!) różnych symptomów. Główne obejmują m.in.:

  • psychiczne i emocjonalne: obniżenie nastroju i tolerancji, obniżenie samooceny, huśtawka nastrojów, drażliwość
  • fizyczne: zmęczenie, ból głowy, ból podbrzusza, zatrzymywanie wody w organizmie, niepohamowany głód, zachcianki na słodkie lub słone jedzenie, ból i tkliwość piersi, objawy ze strony układu pokarmowego i problemy skórne

Krążą nawet żarty na temat kobiet, które zmieniają się w potwory w tych dniach i nie jest to miłe, jednak uwierzcie mi – czasami to jest naprawdę tylko wymówka. Złe samopoczucie można potraktować jako alibi, aby się wyżyć na innych. Można jednak potraktować to też jako czas w miesiącu kiedy nasz organizm potrzebuje trochę innego traktowania. Jak sobie pomóc w tych trudnych chwilach?

  1. Nawadniaj, nawadniaj, nawadniaj. I wbrew zachciankom nie rzucaj się na słone. Pij wodę, herbaty ziołowe takie jak – herbata z pokrzywy, zielona herbata, mięta, rumianek i napar z imbiru.
  2. Zmień dietę. Nawet jeśli w ciągu całego miesiąca trudno Ci utrzymać zdrową dietę, przez te kilka dni w miesiącu spróbuj jeść więcej zielonych warzyw, owoców jagodowych, jedzenia bogatego w żelazo (m.in. rośliny strączkowe, wątróba, czerwone mięso, pestki dyni, komosa ryżowa, indyk, brokuł, tofu, ciemna czekolada) i orzechy + inne zdrowe tłuszcze.
  3. Odpuść w tych dniach alkohol i energetyki. Nie wpłyną na Ciebie zbyt dobrze, mogą wzmagać zatrzymywanie wody w organizmie.
  4. Wycisz się, słuchaj swojego organizmu – jeśli nie masz siły na intensywne ćwiczenia, idź na spacer, porozciągaj się. Tutaj mam dla was kilka pozycji jogi, które mogą być pomocne w tych dniach: https://www.yogiapproved.com/yoga/natural-pms-relief-yoga/.
  5. Daj sobie taryfę ulgową, nawet jeśli czujesz się źle, napuchnięta i sfrustrowana – nie krytykuj samej siebie.
  6. Jeśli odczuwasz bardzo duży dyskomfort przed i w trakcie okresu porozmawiaj z lekarzem o antykoncepcji hormonalnej.
  7. Twoje objawy mogą być związane z PMDD (dotyczy to ok. 8 % kobiet) – jest to najcięższa postać PMS i może mieć naprawdę zły wpływ na psychikę i samopoczucie. Tutaj może być konieczne wdrożenie leków, dlatego jeśli podejrzewasz, że jesteś w tych kilku procentach udaj się do lekarza – ginekologa, lekarza ogólnego i psychiatry. Być może potrzebne będzie kompleksowe leczenie.
  8. Spróbuj suplementację magnezem, żelazem i witaminą B6.
  9. Masuj się! Masuj brzuch, poproś kogoś o masaż pleców, rób sobie ciepłe okłady.
  10. Relaksuj się jak możesz i bądź dla siebie dobra ❤️

xoxo

Monn Iza

Insulinooporność – co jeść (główne zasady + lista produktów bazowych)

Idąc za ciosem przedstawiam wam dzisiaj główne zasady i produkty w diecie przy insulinooporności. Stosując się do tych zasad i komponując posiłki z listy produktów dozwolonych poczujecie różnicę w samopoczuciu. Często przy insulinooporności ciężko jest zrzucić dodatkowe kilogramy, jednak jedząc odpowiednie produkty, wprowadzając ruch i ewentualnie leki przepisane przez lekarza macie ogromną szansę na schudnięcie i stuprocentową szansę na poprawę stanu zdrowia.

Główne zasady żywienia w insulinooporności:


1. Jedz jak najwięcej żywności naturalnej, nie przetworzonej, bez dziwnych składników, których nazwy nie potrafisz nawet wymówić. Im krótszy skład tym zazwyczaj lepiej. Sprawdzaj etykiety, edukuj się! 🙂

2. Unikaj: białej mąki, cukrów prostych, tłuszczów nasyconych.

3. Pij wodę, herbatę bez dodatku cukrów i słodzików. Polecam wam bardzo smoothies jako płynny posiłek (już wkrótce przepisy na moje ulubione smoothies). Unikaj soków, napojów gazowanych i gotowych wód smakowych. W lecie możemy przygotować wodę smakową sami, dodając mięte i cytrynę, imbir, maliny itp.

4. Jedz chude mięso i ryby (najlepiej z dobrego źródła), jednak ogranicz czerwone mięso.

5. Zupy to dobry wybór, ale pamiętaj, że gotowanie warzyw podnosi ich indeks glikemiczny. Zupy krem można doprawić – olejem, pestkami lub serem (np. zupa krem z brokułów + ser feta i prażone na sucho pestki dyni – yummy).

6. Przy kupowaniu nabiału również patrz na skład – nie kupuj jeśli dodano cukier, mleko w proszku czy sztuczne dodatki. Jogurt naturalny plus owoce to lepszy wybór niż jogurt z dodatkiem cukru i syropu glukozowo – fruktozowego.

7. Warzywa – w zasadzie można je jeść bez ograniczeń, jednak ziemniaki tylko po uprzednim schłodzeniu. Ziemniaki zawierają skrobię, którą możemy jeść tylko po podgrzaniu (ugotowaniu, upieczeniu), jednak wtedy taka skrobia staje się łatwo przyswajalna i szybko zostaje strawiona jako cukier. Po schłodzeniu natomiast powstaje skrobia oporna, która jest zdrowa! I co więcej, po ponownym podgrzaniu nie wraca do bycia łatwoprzyswajalną. Dlatego sałatkę z ziemniakami na zimno możemy jeść bez problemu. Marchew lepiej jeść na surowo niż gotowany, ale kilka kawałków w zupie to nie problem. Owoce – najlepsze są jagody (truskawki, borówki, maliny). Ogranicz spożycie bardzo dojrzałych bananów, ananasa i arbuza.

Poniżej dla was lista produtków bazowych.


Warzywa:

  • cukinia
  • fasola biała
  • kalafior
  • brokuł
  • kapusta – biała, czerwona, pekińska, włoska,
  • marchew (surowa)
  • papryka
  • pomidor
  • ogórek
  • sałata
  • szpinak
  • soczewica
  • brukselka
  • cebula
  • cykoria
  • rzodkiewka
  • szpinak
  • bakłażan
  • ziemniaki pod warunkiem, że ugotujemy je dzień wcześniej, schłodzimy i odgrzejemy
  • burak,
  • czosnek,
  • ciecierzyca
  • seler korzeniowy

Owoce:

  • awokado
  • agrest
  • brzoskwinia
  • czereśnie
  • jabłko
  • banan (zielony)
  • maliny
  • truskawki
  • borówki
  • cytrusy

Mięso/ ryby / jajka

  • jajka
  • indyk, kurczak
  • ryby
  • rzadziej – mięso czerwone

Produkty zbożowe:

  • kasze: gryczana, jęczmienna
  • mąka pełnoziarnista typu 1850 lub wyżej
  • płatki owsiane górskie pełnoziarniste
  • ryż dziki, ryż brązowy

Tłuszcze:

  • wszystkie (oprócz oleju palmowego), używane wg ich przeznaczenia

Nabiał:

  • nieprzetworzony, półtłusty , bez dodatku cukru i mleka w proszku

Orzechy:

  • wszystkie naturalne, bez panierki lub polewy

PDF, który możecie przypiąć magnesem na lodówkę :

Z tych bazowych produktów możecie stworzyć naprawdę bardzo wiele śniadań, obiadów, przekąsek i kolacji. Konkretne przepisy już niedługo, stay tuned!

xoxo

Monn Iza

Insulinooporność – czym tak naprawdę jest

!Nie jestem profesjonalistką i ten wpis nie zastąpi wam wizyty u lekarza, ale mam nadzieję, że komuś pomoże w drodze do lepszego zdrowia i samopoczucia:)

Insulinooporność brzmi strasznie, ale na szczęście jest to zaburzenie metaboliczne, które można odwrócić poprzez zmianę nawyków żywieniowych i wprowadzenie nawet minimalnej aktywności fizycznej. Zaniedbane może prowadzić do poważnych chorób, m.in. cukrzycy typu II.

Insulinooporność to nic innego jak zmniejszenie wrażliwości tkanek na insulinę. Insulina to hormon, który ma za zadanie przetransportować glukozę z krwi do komórek, aby dać nam energię.

Tutaj możecie pooglądać film na temat działania insuliny:

W skrócie: jeśli glukoza nie trafia tam gdzie powinna (czyli do komórek, które są na nią oporne) krąży we krwi. To daje sygnał trzustce aby produkować więcej insuliny. Nie będąc świadomymi tego co się dzieje w naszym ciele zaczynami odczuwać fizyczne skutki tego procesu. Czujemy się źle: nie mamy energii, obniża nam się nastrój, przyspiesza proces starzenia. Ostatecznie możemy nawet zachorować na cukrzycę typu II, nadciśnienie, otyłość. Dlatego świadomość problemu to podstawa!

Lista objawów insulinooporności:

  • nadwaga to pierwszy sygnał do tego, że coś może się dziać z waszą insuliną (aczkolwiek szczupłe osoby również mogą mieć IO!)
  • obniżony nastrój bez konkretnego powodu
  • problemy z koncentracją
  • zmęczenie, senność – szczególnie po zjedzeniu posiłku (objaw drastycznego spadku cukru)
  • wilczy apetety, czyli napady głodu kiedy jemy więcej niż powinnyśmy
  • ciemne przebarwienia na skórze, szczególnie na szyi
  • bóle niewiadomego pochodzenia
  • zachcianki – ochota na słodkie, kaloryczne jedzenie
  • zawroty głowy

Oczywiście nie u każdego wystąpią te same objawy, jednak jeśli macie podejrzenie, że insulinooporność was dotyczy, koniecznie udajcie się do lekarza.

Moja historia w skrócie: jakiś czas temu poszłam do endokrynologa na kontrolę mojej tarczycy. Z tarczycą wszystko było w porządku, ale po rozmowie na temat mojego samopoczucia i przeanalizowaniu BMI lekarz zlecił mi badanie krzywej cukrowej. Kiedy wróciłam z wynikami zdiagnozował u mnie insulinooporność. Dostałam receptę na Glucophage i zalecenie stosowania diety z niskim indeksem glikemicznym. Po dwóch miesiącach brania leków i stosowania diety – 8 kg w dół, samopoczucie – wspaniałe. Zaczęłam jeść śniadania, nie jadłam fast- foodów, słodyczy i białej mąki. Wieczorem brałam leki i starałam się wprowadzić proste aktywności fizyczne do swojego planu dnia. Byłam na idealnej drodze do pozbycia się całej mojej nadwagi i zdrowego stylu życia. Niestety zaprzepaściłam to, wróciłam do niezdrowego jedzenia i moja motywacja wyfrunęła przez okno. Kilogramy oczywiście wróciły, a wraz z nimi frustracja i żal do samej siebie. Nie zamierzam się jednak poddawać, nie wywiesiłam białej flagi. Wracam powoli do dobrych nawyków i dlatego postanowiłam się z wami podzielić moją wiedzą i moją historią.

Tutaj artykuł dla was: https://www.hellozdrowie.pl/artykul-dieta-w-insulinoopornosci/. Polecam wam również książkę Dominiki Musiałowskiej Insulinooporność (do kupienia na różnych stronach, tutaj macie porównanie cen: https://www.ceneo.pl/54819781). Czytajcie ile możecie, edukujcie się i uważajcie na to co jecie. Polecam wam też aplikacje na telefon, takie jak: Moje IG i Zdrowe Zakupy czy Fitatu.

Przede wszystkim!! Nie diagnozujcie się sami na podstawie tego co przeczytaliście. Badanie krzywej cukrowej możecie zrobić TYLKO ze skierowaniem od lekarza, nawet prywatnie nie zrobią wam tego badania na życzenie. Nie każdy lekarz uznaje to badanie za potrzebne, jednak jeśli macie objawy z listy poniżej porozmawiajcie z waszym lekarzem. Nie zawsze wdrożenie leków jest koniecznie, czasami sama dieta i ruch wystarczają.

To tyle tytułem wstępu do tematu, więcej wpisów na ten temat już wkrótce!

xoxo

Monn Iza

Dzień Kobiet. Siła jest KOBIETĄ!

Kontekst: odkąd władzę w Polsce przejął PiS Polki co chwilę muszą wychodzić na ulice w proteście przeciwko odbieraniu swoich podstawowych praw.

Z okazji Dnia Kobiet, który świętowaliśmy kilka dni temu chciałam wam dzisiaj przypomnieć coś bardzo,bardzo ważnego!

Siła jest kobietą!!

Jesteśmy wspaniałe, niezłomne i niewiarygodnie silne! Nie zgadzam się na życie w świecie, w którym traktuje się kogoś gorzej ze wzlędu na płeć, kolor skóry czy poglądy. Nie zgadzam się też na to, aby ktokolwiek myślał o sobie źle, bo ktoś inny mu wmówił, że nie jest wartościowy.

Pociesza mnie fakt, że mamy możliwość wyrażenia tego co nas wkurza i co chciałybyśmy zmienić. Oczywiście wolałabym, aby było już tak, jak tego chcemy i żeby nasze postulaty zostały spełnione. Jednak popatrzcie na przeszłość – Dzień Kobiet to była okazja do tego aby ładnie podziękować za kwiatki i czekoladki, ale potem siedzieć cicho – bo wszystko jest dobrze, nie mamy prawa się czepiać. Ależ mamy! Myślę, że nastąpił koniec czasów, kiedy kobiety są wdzięczne za to, że mogą głosować i pracować! Musimy chcieć zdobywać świat i nikt nie może nam w tym przeszkodzić!

Jako kobiety:

  • mamy prawo żyć swoim życiem, nikt nie ma prawa nam mówić jak mamy to robić,
  • mamy prawo do wyboru w każdej kwestii, która dotyczy naszego życia i zdrowia
  • jesteśmy silne – psychicznie z natury, fizycznie możemy być tak silne jak tylko chcemy,
  • mamy prawo być zmęczone, wkurzone i wziąć dzień wolny od codzienności,
  • ogarniamy tyle rzeczy, że każda z nas ma już doktorat z życia,
  • możemy robić to co chcemy, granicą jest wyobraźnia -predyspozycje są zależne od wielu cech, a nie tylko od płci, a na wszystko można zapracować
  • nie zgadzajmy się nigdy na przemoc – psychiczną, fizyczną, ekonomiczną i seksualną,
  • możemy być delikatne i jednocześnie silne, nie musimy wybierać
  • nie musimy być zawsze miłe i posłuszne – mamy prawo do asertywności w każdej sytuacji,
  • nie oczekujemy od samych siebie perfekcyjności, jeśli my jesteśmy zadowolone z efektu – jest dobrze!
  • ściągnijmy presję społeczną ze swojej głowy i dokonujemy świadomych i zgodnych z naszymi poglądami wyborów
  • kochajmy same siebie, bo zasługujemy na to! ❤

Ważne, żebyśmy pamiętały, że to my decydujemy o sobie. O tym jak żyjemy, czy jesteśmy szczęśliwe i czy chcemy coś zmienić. Musimy się wspierać, szczególnie w trudnych czasach, kiedy nasze prawa są nam odbierane! Chciałabym, abyśmy w przyszłym roku świętowały razem nasze sukcesy i żebyśmy nie musiały ubierać się na czarno i zdzierać gardeł na ulicach w walce o nasze prawa!

Szanujmy się nawzajem jako ludzie!!

Monn Iza

Kosmetyczni ulubieńcy – styczeń 2019

Hej! Dzisiaj mam dla was kilka moich kosmetycznych ulubieńców*. Myślę, że zacznę taką serię na blogu, bo chciałabym się z wami podzielić moją opinią na temat produktów, które wypróbowałam i mogę polecić. Ja często kieruję się opinią innych przy wyborze kosmetyków. Może was zainspiruje?

W moich kosmetycznych ulubieńcach stycznia 2019 znalazły się:

  1. Tusz Maybelline Total Temptation wodoodporny – naprawdę się sprawdza przy moich rzęsach, które są bardzo proste z natury. Po podkręceniu zalotką i pomalowaniu tym właśnie tuszem trzymają się cały dzień. Jego formuła jest sucha, więc nie „wypaćkacie” sobie połowy oka 😉 Szczoteczka jest z włosia i jest wygodna w użyciu.
  2. Zestaw do konturowania Makeup Revolution – jest to wersja przyjazna dla portfela, znajdziecie ją w sklepach internetowych za kilkanaście złotych. Lubię produkty, które są dwa, lub trzy w jednym, bo ułatwiają mi życie 🙂 Jego jakość jest zadowalająca w porównaniu do ceny.
  3. Eveline Art-Makeup, puder rozświetlająco – brązujący – również produkt cenowo korzystny. Mam go od dawna, ale teraz odkryłam jego potencjał. Używam go nakładając dużym pędzlem na całą twarz po użyciu zwykłego pudru.
  4. Eco-cera bananowy puder – mam wersję mini, ponieważ chciałam go wypróbować pod oczy jako zamiennik wszystkich bardzo drogich pudrów utrwalających. Używam go ode niedawna, ale sprawdzą się, ładnie utrwala Korektor. Trzeba uważać z ilością, jak się nałoży zbyt dużo to daje efekt żółtej plamy.
  5. Korektor pod oczy Estee Louder Double Wear Stay-in-Place Flawless Wear Concealer – mam duże problemy z sińcami pod oczami i niestety żadne domowe metody nie działają. Muszę je codziennie zakrywać, dlatego zależało mi na produkcie, który będzie dobrze krył i nie będzie po dwóch godzinach wyglądał jak rozmazana breja albo wysuszony tynk. Postanowiłam, że zainwestuje w dobry produkt i się nie zawiodłam. Konsystencja jest gęsta, dobrze kryje i nie wysycha. Polecam każdemu, kto ma problemy z kolorem skóry pod oczami tak jak ja.
  6. Origins GinZing Refreshing Eye Cream – kolejny produkt high end pod oczy. Nie działa cudów i nie usuwa moich zasinień, ale jego formuła jest bardzo lekka więc nadaję się pod makijaż i czuję jego nawilżające działanie. Robi więc swoją robotę.
  7. Mayebelline SuperStay Matte Ink – dla wszystkich miłośniczek szminek, absolutny must – have! Mam ich kilka i odkąd je mam używam tylko ich. Ich trwałość nie jest przereklamowana. Użyte w prawidłowy sposób trzymają się cały dzień. Nie każdy odcień jest tak samo trwały, ale mimo to, każdy z nich trzyma się bardzo dobrze. Jak każda tego typu szminka i ta ma swojego wroga – tłuszcz, więc po zjedzeniu czegoś tłustego można się jej niechcący pozbyć. Warto ją wtedy zmyć i dać nową warstwę. Ładnie się zmywa produktami dwufazowymi lub olejkami. Ma bardzo wygodny aplikator i inspirujące nazwy 🙂 szukajcie w internetach – na niektórych stronach kosztują 50% mniej niż w drogeriach.

*wpis nie jest sponsorowany