Szantaż emocjonalny cz.1 – czym tak naprawdę jest? Czy Ty też jesteś szantażowany?

Jakiś czas temu w moje ręce trafiła książka autorstwa Susan Forward i Donny Frazier pt. „Szantaż emocjonalny”. Postanowiłam zrobić wpis na podstawie tej książki, ponieważ szantaż emocjonalny to coś, z czym się stykamy w naszym życiu i wobec czego często czujemy się bezradni. Szantażysta emocjonalny, jak sama nazwa wskazuje, posługuje się naszymi emocjami jako narzędziem do szantażu.

Szantażysta zabiera nam:

  • poczucie, że wiemy czego chcemy i co jest dla nas dobre
  • poczucie integralności
  • zaufanie do siebie i do tej drugiej osoby
  • poczucie bezpieczeństwa w tym związku

Zacytuje tutaj fragment z tej książki, abyście mogli sprawdzić czy macie do czynienia z szantażem emocjonalnym w swoim życiu.

„Czy ważni w Twoim życiu ludzie:

  • Grożą, że utrudnią Ci życie, jeśli nie zrobisz tego czego chcą?
  • Nieustannie grożą, że zerwą z tobą, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • Mówią ci lub sugerują, że będą zaniedbywać siebie , obowiązki, zrobią sobie krzywdę lub popadną w depresję, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • Zawsze chcą więcej, niezależnie od tego, ile im dajesz?
  • Zazwyczaj zakładają, że im ustąpisz?
  • Zazwyczaj ignorują czy deprecjonują twoje uczucia i pragnienia?
  • Wiele ci obiecują, ale spełnienie tych obietnic uzależniają od twego zachowania i rzadko ich dotrzymują?
  • Obsypują cie wyrazami aprobaty, kiedy im ulegasz, a dezaprobaty, kiedy nie chcesz ulec?
  • Posługują się pieniędzmi jako środkiem do postawienia na swoim?

Jeśli odpowiedziałeś twierdząco na choćby jedno z tych pytań to jesteś emocjonalnie szantażowany.”

Źródło: Susan Forward, Donna Frazier ‚Szanataż emocjonalny” wyd. GWP Sopot 2017

Brzmi to trochę strasznie. Szantaż kojarzy się nam bardzo negatywnie i słusznie, powinien. Bo szantaż stosowany przez osobę bliską, która wykorzystuje do tego nasze słabości jest jak trucizna dla naszego związku z Tobą osobą i potrafi nieźle namieszać w naszym poczuciu integralności i własnej wartości.

WAŻNE! Szantażysta wykorzystuje nasze lęki (przed porzuceniem i przed złością, konfliktem), poczucie winy i poczucie obowiązku, aby osiągnąć swój cel. Dlaczego to jest ważne? Ponieważ musimy zrozumieć, że to jak się czujemy nie jest niczym nienormalnym. Każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu boi się samotności, odrzucenia, porzucenia, braku miłości. Szantażysta daje nam do zrozumienia, że jeśli nie spełnimy jego żądań będziemy cierpieć. Nikt z nas nie chce cierpieć, więc spełnianie żądań szantażysty – choć również bolesne, wydaje się być mniejszym złem. Dlatego nie obwiniaj się o to, że uległeś. To normalne, to Twoja reakcja obronna. Dopóki nie wiesz jak się bronić nie masz szans w tej grze. W kolejnym wpisie przedstawię narzędzia skutecznej obrony, tak abyś mógł przerwać to błędne koło.

Jakie nasz cechy ułatwiają szantażyście zadanie? Pragnienie aprobaty, unikanie konfliktów, lęk przed czyjąś złością, duża empatia, potrzeba bycia uznanym za rozsądnego/grzecznego/układnego/poważnego człowieka, brak wiary w siebie. Pokazując szantażyście, że mamy głęboki lęk np. przed konfliktem dajemy mu broń do ręki, ponieważ na pewno wykorzysta to przeciwko nam w szantażu.

Szantaż jest szyty na miarę. Istnieją podstawowe i ogólne mechanizmy, jednak to, jaką strategię zastosuje szantażysta zależy od tego co na Ciebie zadziała.

Kiedy już spełnimy żądania szantażysty czujemy z jednej strony ulgę, że szantaż się skończył, a z drugiej strony czujemy frustrację, wstyd, złość, smutek, bezradność. Mamy wrażenie, jakbyśmy sami ze sobą wewnętrznie przeciągali linę, bo wiemy, że nie chcieliśmy spełnić woli szantażysty, a jednak to zrobiliśmy – z lęku, z poczucia winy oraz z poczucia obowiązku. Jak więc możemy potem czuć, że żyjemy w zgodzie ze sobą i że potrafimy podejmować dobre decyzje?

Jaki jest schemat szantażu?

Żądanie –> Opór –> Presja –> Groźby –>Uległość –>Powtórzenie

Szantażysta żąda od nas czegoś, co budzi nasz wewnętrzny opór. Nie chcemy tego robić. Kiedy szantażysta nie uzyskuje pożądanego rezultatu zaczyna stosować techniki, które wymieniłam powyżej: najpierw wywiera presję, prosi, grozi, przekupuje. Robi wszystko żebyśmy ulegli, bo uważa, że od tego zależy jego dobre samopoczucie, przyszłość naszego związku itp. Kiedy ktoś, kogo kochamy grozi nam, że od nas odejdzie zazwyczaj uginamy się i robimy to, czego od nas oczekuje. Nasza uległość nagradza szantażystę, uczy go jak z nami postępować, aby było po jego myśli. Powtarza więc szantaż przy najbliższej okazji.

Ważne! W szantażu emocjonalnym dostajemy informację (mniej lub bardziej zawoalowaną), że jeśli nie spełnimy żądania będziemy cierpieć. Nikt z nas nie chce cierpieć, więc zgadzanie się na wymagania szantażysty nie jest niczym nienormalnym. To naturalna reakacja obronna.

Przykład 1.

Ktoś bliski prosi Cię o pożyczkę, ty jednak nie masz za bardzo możliwości i chęci, aby dać mu te pieniądze. Wtedy on zaczyna swój szantaż, wypomina Ci ile dla Ciebie zrobił, podkreśla jaki jesteś niewdzięczny i że przecież rodzinie się nie odmawia, a to tylko 1000 zł. Czujesz dyskomfort bo rzeczywiście on Ci kiedyś pomógł (poczucie winy), a rodzina jest dla Ciebie ważna (poczucie obowiązku). Boisz się, ze wyjdziesz na niewdzięczną sknerę i rodzina obróci się przeciwko Tobie (lęk przed samotnością i odrzuceniem). Ulegasz, a potem czujesz się z tym bardzo źle, bo postąpiłeś wbrew sobie. Ponieważ szantaż zadziałał ta osoba prosi Cię o więcej przysług, na które nie masz ochoty. Za każdym razem odwołuje się do Twoich emocji, a Ty ulegasz, bo chcesz zakończyć ten dyskomfort, który ta sytuacja powoduje.

Przykład 2.

Dla kontrastu – szantaż, który wpływa na całe nasze życie.

Przed Tobą wybór kierunku studiów. Od kilku lat dążysz do tego żeby dostać się na kierunek X, jednak Twoi rodzice nie akceptują Twojego wyboru. Nie dopuszczają do siebie myśli, że mógłbyś chcieć studiować inny kierunek niż ten, który oni dla Ciebie wybrali. Jak tylko zaczynasz mówić o tym, że idziesz na np. historię sztuki, oni mówią, że nie ma takiej możliwości, tylko ekonomia wchodzi w grę. Wytaczają działa emocjonalnego szantażu: mówią, że nie pomogą Ci finansowo na studiach, że będą się za Ciebie wstydzić, że co powie rodzina, a po tych studiach to tylko bezrobocie i życie na ich koszt. Umniejszają Twoją zdolność do podejmowania dojrzałych decyzji. ONI WIEDZĄ LEPIEJ co jest dla Ciebie dobre i zrobią wszystko, żebyś postąpił według ich pomysłu na Twoje życie. Argument finansowy przeważa i idziesz na ekonomię, ze świadomością że zrezygnowałeś ze swoich największych marzeń. Oczywiście szantaż zadziałał doskonale, więc kolejne Twoje decyzje są podważane, a Ty dalej żyjesz według czyjegoś scenariusza. Oczywiście może być tak, że jak już zdecydujesz się na spełnienie żądań wtedy zyskujesz status złotego dziecka i czujesz się doceniony. Każdy nas pragnie być kochany i doceniany przez rodziców. Jednak jeśli miłość dostajemy tylko jako walutę wymienną za posłuszeństwo – czy to jest tego warte?

Musisz zrozumieć jedno – nikt nie ma prawa szantażem zmuszać Cie do życia według swojego pomysłu.

Do szantażu, jak i do tanga, trzeba dwojga. Jeśli szantażysta osiągnie swój cel, to nie zaprzestanie tej techniki. Będzie ją stosował co chwilę, bo przecież działa, nieważne jak Ty będziesz się z tym czuć. Ten taniec nie zakończy się nigdy, chyba, że Ty zdecydujesz, że to koniec.

Ja to zrobić? Jak zakończyć ten bolesny proces? Szantaż emocjonalny część 2 – już niedługo na blogu! 🙂

xoxo,

Monn Iza

Jak przejąć kontrolę nad swoim życiem

Jako nastolatka otrzymałam kiedyś w prezencie książkę Stephena Coveya „7 nawyków skutecznego nastolatka”. Pamiętam, że w tej książce było dużo ciekawych informacji oraz ćwiczenia, jednak żadna konkretna wiedza nie została ze mną na dłużej. Kilkanaście lat później postanowiłam kupić słynną wersję pt. „7 nawyków skutecznego działania”. Do kupna tej książki przekonało mnie coś co usłyszałam ostatnio w odmętach jutuba, mianowicie o zasadzie 10/90. Nie mogę znaleźć żadnego polskiego tłumaczenia dlatego przedstawię wam to tak jak ja to zrozumiałam: 10% naszego życia stanowi to co nam się przytrafia, 90% stanowi nasza reakcja na to co się dzieje. Muszę przyznać, że nie wiem skąd Stephen Covey wziął te liczby, dlaczego akurat ten stosunek. Myślę, że chodzi o to, żeby nam pokazać, że to naprawdę my jesteśmy odpowiedzialni za nasze szczęście i życie.

Wiecie doskonale, że ja bardzo wierze w to, że tak jest. Co nie zmienia faktu, że muszę na co dzień walczyć ze szkodliwymi schematami myślenia. Kiedy wpadam w dołek tłumaczę sobie, że to mój wybór czy w nim zostanę czy nie. Kiedyś myślałam, ze to przykre, że muszę się sama podnosić (dosłownie) z podłogi. Teraz już wiem, że to przywilej. Posiadanie wokół siebie życzliwych ludzi, którzy podadzą pomocną dłoń, zaparzą herbatę albo odwrócą uwagę jest bezcenne, jednak decyzja pozostaje nasza.

Wracając jednak do zasady 10/90 – uważam, że jest ona wspaniała. Jeśli to co nam się przytrafia to tylko 10% naszego życia to oznacza, że mamy jeszcze całkiem spore pole do popisu. 90% szansy na to, żeby prowadzić lepsze i szczęśliwsze życie! To oznacza również, że nie możemy dać się zdefiniować poprzez jedną rzecz, jedno wydarzenie z naszego życia. Jeśli zastosujemy tę zasadę do wydarzeń dnia codziennego, może się okazać, że nasze życie jest lepsze… Tak po prostu. Jest to jednak również duża odpowiedzialność – nie możemy już zrzucić całej winy za nasze samopoczucie na innych ludzi lub wydarzenia.

Oczywiście często przydarzają nam się rzeczy poza naszą kontrolą – pogoda krzyżuje nam plany, ktoś nie wywiązuje się ze swojej części zobowiązania lub poważniejsze sprawy takie jakie zakończenie związku lub utrata pracy. Coś co jest poza naszą kontrolą stanowi jedynie te 10%, ponieważ 90% to według mnie: nasze myśli na temat tej sytuacji, nasze słowa, nasze akcje oraz nasze emocje. Emocje trudno jest kontrolować, ale są one nakręcane często przez nasze myśli, więc kontrolując myśli poniekąd kontrolujemy emocje.

Pomyśl o tym następnym razem kiedy uznasz, że coś jest katastrofą i Twoje życie się skończyło, że dajesz taką moc czemuś co tak naprawdę ma 10% mocy!

Recenzja całej książki już niedługo, stay tuned 🙂

xoxo,

Monn Iza

Co się dzieje w Twoim życiu, kiedy narzekasz?

Każdy z nas ma czasem gorszy dzień i trochę sobie ponarzeka, a to na pogodę, a to na korki, a to na ludzi w okół. Najłatwiej dać upust emocjom poprzez zwerbalizowanie ich. Co jednak, kiedy narzekanie staję się naszą codziennością? „To nie będzie dobry dzień” – to Twoje motto o poranku? Ten wpis jest dla Ciebie!

Pomyśl o tym: co się dzieje kiedy narzekasz?

Po pierwsze, wypowiadasz na głos słowa, które kreują rzeczywistość. Dajesz sygnał swojemu umysłowi, że może wyłapać takie elementy z otoczenia. Trenujesz swój mózg do tego aby usprawiedliwił Twoje złe samopoczucie. Przecież jeśli wierzysz w to, że świat jest zły, będziesz szukał argumentów za. Ominiesz dobre rzeczy i skupisz się na tych złych. To jest niekończąca się spirala, pamiętaj o tym. Mózg można wytrenować w każdym kierunku.

Po drugie, dajesz wyraz temu, że nie masz kontroli nad własnym życiem. Narzekanie wiąże się z bezsilnością. Zaczynasz wierzyć w to, że nie masz siły sprawczej, a to prosta droga do bycia nieszczęśliwym. Dopóki nie przejmiesz sterów nie masz szans na szczęście.

Jeżeli masz potrzebę narzekania na coś – przyjrzyj się temu. Czy masz na to wpływ? Jeśli tak, to nie ma sensu narzekać, tylko zabrać się do roboty i zmienić stan rzeczy. Nie masz na to wpływu? Tym bardziej nie ma sensu narzekać! Jest dużo innych, przyjemniejszych spraw, którymi możesz się zająć w tym czasie 😉

Czasem wydaje nam się, że nie mamy na coś wpływu, ale zawsze mamy wpływ na dwie rzeczy – na nasze podejście do sprawy i nasze działania. To sprawia, że narzekanie nie ma sensu, ponieważ jest kwestią wyboru. Jeśli wybierzesz narzekanie, to już Twoja sprawa, jednak spodziewaj się konsekwencji takich jak opisałam powyżej.

Oczywiście jest to trudne, szczególnie w naszym kraju, gdzie narzekanie jest jak oddychanie, ale nic nie stoi na przeszkodzie abyś zmienił schemat. Być może inni wezmą z Ciebie przykład i Twoje otoczenie stanie się bardziej pozytywne? Pomyśl o tym następnym razem kiedy zmarszczysz czoło i poczujesz, że chcesz narzekać.

Ja zaczynam mniej narzekać już od dzisiaj! A Ty? 🙂

xoxo,

Monn Iza

Pokaż mi co kupujesz, a powiem Ci jak chcesz żyć

Poruszałam już temat zakupów w odniesieniu do finansów, między innymi tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/22/ogarniamy-zycie-jak-wydawac-mniej-na-zakupach/. Jakiś czas temu trafiłam na książkę, która zainspirowała mnie do tego wpisu: https://monn-iza.com/2019/06/19/krolowa-oszczedzania-cait-flanders-moja-mini-recenzja/. Po przeczytaniu jej zaczęłam się zastanawiać nad motywami, które mną kierują podczas kupowania.

Dlaczego w ogóle robimy zakupy?

  1. Aby zaspokoić podstawowe potrzeby np. jedzenie, ubrania, dach nad głową, opał, leki itp.
  2. Dla rozrywki, aby poprawić sobie samopoczucie.
  3. Dla rozwoju osobistego, mentalnego i fizycznego.
  4. Żeby się dopasować do społeczeństwa, nie być gorszym od innych.
  5. Dla innych – prezenty, podarunki.

Pomijając artykuły pierwszej potrzeby, reszty moglibyśmy nie kupować. Jednak potrzeby psychiczne są równie ważne, dlatego kupujemy także te rzeczy, bez których moglibyśmy przeżyć, jednak spełniają jakąś funkcję w naszym życiu. Przykład? Książki, kosmetyki, bilety na koncert itp.

Przyglądając się swoim impulsywnym zakupom zaczęłam się zastanawiać – co skłoniło mnie do kupna piątego zeszytu/notatnika/dziennika? Dlaczego kupuje tyle ubrań? Co kryje się za kupnem kolejnego kosmetyku? Kupuję, bo chcę być jakaś. Kupuje rzeczy dla nieistniejącej wersji mnie, tej lepszej w moim mniemaniu. Kogoś kto jest taki, jak ja chciałabym być. Realizuję to poprzez kupowanie, a nie poprzez działanie. Dlatego sytuacja się nie zmienia, moje samopoczucie pozostaje takie samo. Zmienia się na chwilę po zakupie, kiedy jeszcze mam nadzieję, że ten konkretny przedmiot na pewno odmieni coś w moim życiu. Jednak to nie przedmioty zmieniają nasze życie, tylko MY SAMI.

Przykład zeszytów i planerów – kupuje je, bo chce być bardziej zorganizowana, mieć plan dnia, trzymać się jakichś zasad aby zwiększyć produktywność. Jednak to nie zeszyt stanowi dla mnie wyzwanie, tylko to co powinnam tam umieścić. Wystarczyłby jeden, zapełniony i używany.

Kupuje ubrania ponieważ lubię to robić, lubię wyglądać dobrze. Jednak dlaczego wciąż kupuje kolejne ubrania, a dalej jestem niezadowolona? Wiąże się to tylko i wyłącznie z brakiem akceptacji własnego wyglądu. I wiem, że od tego muszę zacząć. Żaden „ciuch” nie spowoduje, że poczuje się lepiej na dłuższą metę, wszystko jest w głowie i to tam trzeba zacząć rewolucję.

Kosmetyki także mogą odzwierciedlać kompleksy i niepewności. Ukrywanie największych kompleksów pod warstwą makijażu pomaga, ale także na krótką metę podobnie jak ubrania.

Nasze nawyki zakupowe mogą nam wskazać obszary nad którymi potrzebujemy popracować. Kompleksy, które musimy wyeliminować, albo poprzez pracę nad sobą, albo poprzez akceptację. Pokazują nam one także jaką wersją siebie chcielibyśmy być i na ich podstawie możemy stworzyć jakiś plan, a potem zacząć działać. Nie tylko kupować i odkładać na półkę, nie zmieniając nic.

Zastanów się – co kupujesz kompulsywnie, a potem odkładasz na półkę? Może masz 5 par butów do biegania, ale nie biegasz? Albo na twoich półkach jest już 30 książek kucharskich, ale gotujesz ciągle to, co już znasz? Jeśli utknąłeś na etapie kupowania i przyniesienia do domu, MUSISZ STWORZYĆ PLAN DZIAŁANIA. Warto wady (czyli w tym przypadku kupowanie nadmiernej ilości rzeczy) przekuwać w narzędzia do rozwoju. Bez planu raczej nie uda nam się wiele zdziałać. Dlatego po etapie pierwszym,czyli rozpoznaniu swoich wzorców kupowania, wdrażamy etap drugi – planowanie działania. Następnie, zaczynając od podstaw działamy w kierunku realizacji planu. Trzeba zacząć korzystać z tego co już kupiliśmy! Kto zaczyna wyzwanie ze mną? 🙂

Miłej niedzieli,

xoxo

Monn Iza

Jak utrzymać pozytywne podejście do życia

Każdy z nas ma złe dni. Niektórzy mają je raz w roku, inni raz w tygodniu. Najważniejsze jest, aby nie dać się na dłużej zatrzymać w takich emocjach i wrocić do pozytywnego JA. Nieważne czy dziura w którą wpadasz będzie małym dołkiem czy wielkim kanionem, ważne żeby mieć na jej dnie trampolinę, która pozwoli Ci się odbić od tego dna.

Jak stworzyć taką trampolinę?

  1. W dni, kiedy czujemy, że jest nam źle szczególnie musimy się skupić na tym, za co jesteśmy wdzięczni. To naprawdę działa magicznie, pisałam o wdzięczności już tutaj: https://monn-iza.com/2019/01/17/inspiracje-wdziecznosc/ i zawsze będę zachęcać do korzystania z tego narzędzia. Bo trzeba uznać to za skuteczne narzędzie do poprawy sobie humoru, nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz
  2. Bądź szczery ze sobą. Nawet jeśli nie masz ochoty z nikim rozmawiać, weź zeszyt, aplikację w telefonie – cokolwiek gdzie możesz wylać z siebie emocje w formie słów. Nasze myśli lubią się zapętlać, iść w różnych kierunkach i odbiegać od tematu. Łatwiej nam jest wpaść w spiralę narzekania kiedy robimy to tylko w naszej głowie! Kiedy zaczynamy pisać stajemy się bardziej logiczni i łatwiej nam jest przejść do faktów.
  3. Właśnie – fakty – to bardzo ważny element trampoliny. T r z y m a j s i ę f a k t ó w. Zawsze i wszędzie, fakt lekarstwem będzie. Jak już pisałam wyżej, nasza głowa lubi kręcić spirale. Koleżanka powiedziała nam coś przykrego, a my zaczynamy się wkręcać i lądujemy w kącie myśląc, że jesteśmy beznadziejni i nikt nas nie lubi. Albo będąc pewnym naszej wartości zaczynamy nakręcać się na tą koleżankę i kończy się to na tym, że poprzysięgamy sobie zemstę oraz to, że już nigdy się do niej nie odezwiemy. Nasz dzień jest już zrujnowany, wpadamy w dołek. To są oczywiście przerysowane przykłady, ale zazwyczaj wychodzimy z wnioskami poza sytuację, która się wydarzyła. A gdyby tak skupić się na fakcie – koleżanka powiedziała mi to i to. Wyjaśnić to z nią, zapytać dlaczego tak powiedziała? Może się okazać, że miała zupełnie co innego na myśli, albo sama ma zły dzień i dostało nam się rykoszetem. Jeśli nie mamy możliwości lub bardzo nie chcemy wyjaśniać sprawy uznajmy, że to jednorazowa sytuacja i nie warto się na niej skupiać. FAKTY są takie, że ta koleżanka zawsze jest dla nas miła i ta jedna sytuacja nie ma znaczenia w naszej relacji. Oczywiście, jeśli się to powtarza, wtedy już musimy wyjaśnić sprawę, ale to już jest inny temat.
  4. Znajdź swój schemat na poprawę humoru. Oczywiście może to być jedzenie – ale nie objadanie się na kanapie fast-foodami czy słodyczami. Jeśli już, to znajdźmy alternatywę. Być może ugotowanie dobrego obiadu czy zrobienie domowego deseru będzie właśnie naszym rytuałem. Ale samo jedzenie nie powinno być pocieszaczem, ponieważ wtedy zaczynamy zajadać emocje, a to nigdy nie jest dobry pomysł. Możemy zrobić coś produktywnego, taki zrealizowany projekt zawsze poprawia humor, bo kiedy coś zrobimy własnoręcznie i zobaczymy efekty naszej pracy, nie możemy się dalej użalać nad sobą. Może od jakiegoś czasu mieliśmy ochotę na jakiś projekt DIY, dlaczego nie zrobić go w ramach odskoczni?
  5. Staw się dla siebie. Kiedy zobowiążemy się wobec innych to stawiamy się w wyznaczonym miejscu i czasie, ale kiedy zobowiązanie dotyczy nas samych lubimy odpuszczać w gorszych momentach. Jeśli umówiłeś sie że sobą, że coś zrobisz i wiesz, że to ważne dla Twojego szczęścia/zdrowia/rozwoju to staw się! Miej siebie wysoko na liście priorytetów. Być może wyjdziesz z tej siłowni dalej w kiepskim humorze, ale na pewno nie w gorszym. Pamiętaj, że zaufanie do samego siebie też trzeba pielęgnować.

xoxo,

Monn Iza

Boisz się być szczęśliwy?

Na pytanie czy chcesz być szczęśliwy, każdy odpowie: TAK. Jednak są wśród nas ludzie, którzy boją się być szczęśliwi z jednego powodu – nie wiedzą jak sobie z tym uczuciem poradzić. Kiedy tylko są szczęśliwi od razu pojawia się w nich strach. Taka już nasza ludzka natura, lubimy przewidywać najgorsze i wyprzedzać fakty. Czy Ty też boisz się być szczęśliwy? Dzisiaj omówie ten temat i mam nadzieję, że dzięki temu co tutaj napisze pomogę komuś zrozumieć i zmienić ten mechanizm.

Ogólnie jest to mechanizm oparty na założeniu, że przewidzenie tego, że stanie coś subiektywnie złego zmniejszy skutki tego wydarzenia. Będąc przygotowanym na złe wydarzenia, rozczarowanie, porażkę – odczujemy to mniej boleśnie. Chcemy siebie chronić i nie ma w tym nic złego, jednak w tym przypadku głównie sobie szkodzimy. Biorąc pod uwagę, że mamy to co tu i teraz, nie ma sensu myśleć o tym, że na pewno coś przerwie nam to pasmo szczęścia. Życie nie jest stałe i na tym polega jego piękno, warto zachować otwarty umysł na tą sinusoidę. Poza tym możemy wpaść w pułapkę samospełniajacej się przepowiedni i podświadomie doprowadzić do zaistnienia sytuacji, którą będziemy mogli podpiąć pod kategorię pt. „Oho, wiedziałam/em, że coś się stanie. Było zbyt dobrze, coś musiało to zniszczyć.” Jest to ogromna pułapka dla tych z nas, którzy podjęli trud zmiany swojego myślenia na pozytywne. Chcemy być szczęśliwi, ale nie wiemy jak przerwać ten schemat.

Na terapii nauczyłam się, że najważniejsze to zaakceptować ten stan rzeczy – tą zmienność życia. Nie jest to łatwe, ponieważ nęci nas iluzja, że możemy być przez 100% czasu zadowoleni. Jednak czy to nie jest piękne, że dzięki tym gorszym chwilom możemy naprawdę docenić te dobre? Musimy zawsze pamiętać o tym, że jedyne co tak naprawdę możemy kontrolować to nasze myśli, podejście do sytuacji i jakie podejmujemy działania. Jeśli wydarzy się coś, co wytrąci nas ze stanu „jest dobrze” to co z tym zrobimy? Stawimy temu czoła? Będziemy kontrolować sytuację i poczujemy, że mamy wewnętrzną moc? Czy bezwiednie będziemy stać i patrzeć, czując jak życie dzieje się samo, poza nami? Nie pozwalajmy aby coś sterowało naszym życiem, nawet jeśli to nasze własne schematy.

Jak więc przerwać ten szkodliwy schemat myślenia?

Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że tak robimy. To jest pierwszy krok do poprawy sytuacji. Wiedząc, że stosujemy ten mechanizm możemy go zatrzymać. Sprawdzi się tutaj metoda, którą ja nazywam rozpoznaj – odwróć, czyli każdą taką negatywną myśl, odwróć na pozytywną. Np.: „Jestem zbyt szczęśliwa, jest zbyt spokojnie, na pewno stanie się coś złego” naJest mi teraz dobrze, jestem szczęśliwa i wdzięczna. Cokolwiek się wydarzy – poradzę sobie.” I już Twój mózg przetwarza dane: damy radę, nie ma się co martwić, będzie dobrze. Możesz odetchnąć i cieszyć tą chwilą kiedy jesteś na fali 🌊

Po drugie wiara we własne możliwości da nam komfort – wiemy, że już nie raz poradziliśmy sobie w życiu, więc dlaczego następnym razem miałoby być inaczej? Po trzecie, na pewno mamy wokół siebie ludzi, którzy w razie czego nam pomogą. Nawet jeśli nasi bliscy nie są takimi osobami, możemy poszukać pomocy u profesjonalisty (dobry psycholog jest cenniejszy niż całe złoto świata).

I w końcu musimy sobie uświadomić, że nic nam to nie da. Nawet jeśli usiądziemy w kącie i wpadniemy w spiralę myślenia o tym co może pójść nie tak w naszym życiu, to co nam to da? Jedyny efekt jaki osiągniemy będzie taki, że zabierzemy sobie te dobre chwile, które właśnie trwają.

Chrońmy siebie przed takim myśleniem. Doceńmy to co mamy.

xoxo,

Monn Iza